Kiedy skończyłem wpadłem do holu podziękować recepcjoniście za to, że pozwolił mi skorzystać z pięknego biurka pana Kiplinga.
- Cieszę się, że się panu spodobało – odparł. Na jego twarzy błąkał się mglisty, melancholijny uśmieszek, jakby poznał kiedyś osobiście tego wielkiego człowieka.
- Kipling umarł siedząc przy nim, wie pan. Na wylew, podczas pisania.
Wróciłem na górę przespać się parę godzin, myśląc o tym, jak często słyszymy informacje, bez których moglibyśmy się obyć.
