KANCLERZ
Niestety — na cóż się zdadzą rozum i zapał najświętszy, gdy tłumy niezgodne się wadzą i groza na grozie się piętrzy. Ktokolwiek spojrzysz z tej sali na ziem ojczystych obszary —ujrzysz, jak pożar się pali — ujrzysz krwi żywej opary; zatkasz — nakryjesz wraz oczy, jak przed upiornym widziadłem, bo oto zło za złem kroczy pod nieba sklepieniem wybladłem. Tu — w domy zakrada się złodziej, ówdzie znów — raptus puellae i gorzej — niewiasty uwodzi nikczemnik jawno i śmiele; i grzech, co o pomstę woła! — tam — świętokradca z kościoła wynosi krzyże, monstrancje i bezkarnością się puszy! — owóż sędziowskie instancje trwogę i lęk mają w duszy; próżno do sądu kołata skrzywdzony, cóż, sędzia siedzi, lecz drży — bo oto dolata pogróżka mściwej gawiedzi. Ten się do skarbów dobiera, kto na współwinnym się wspiera; niewinny winnym się staje, gdy na swej cnocie przestaje. Taki to oto świat-kałuża, w którą zapada wartość wszelką i aż po szyję się zanurza.