- Dopłaszam siem łaski, to przecież być Humbak Calhown! - wrzasnął Richie. - Niech pan na mie nie upada, misteł Humbak! Rozgniótłby mie pan na placek! Łaski, panie, łaski, panie! Czysta kilo żywego miensa, łosiemdziesiunt łosiem cali od cyca do cuca, Humbak czuć jak stare panterze łajno! Zrobiłem szystko, panie! Tylko nie padaj seł na biednego małego czałnego chłopca, proszę!
- Nie przejmuj się - powiedział Bill. - To t-t-tylko R-r-ri-chie. To wariat.
Richie poderwał się z ziemi.
- Słyszałem, Denbrough. Lepiej daj mi spokój, albo poszczuję na ciebie Humbaka.
- N-n-nahlepsza częsć c-c-ciebie spłynęła t-twojemu ojcu p-p-po n-nodze - powiedział Bill.
- Fakt - stwierdził Richie. - Ale zobacz, ile dobrego jeszcze zostało.
