Dopiłem drinka i wyniosłem się stamtąd. Wolałem już być na ulicy. Szedłem przed siebie. Niech szlag trafi wszystkich, byle nie mnie. Zacząłem liczyć durni którzy mnie mijali. W ciągu 2 i pół minuty naliczyłem 50, po czym skręciłem do najbliższego baru.
I naraz przyszło mi do głowy, że wszyscy nieustannie cierpią, nie wyłączając tych, którzy udają, że tak nie jest.
kot nasrał mi w archiwum wlazł do skrzynki po pomarańczach Golden State Sunkist i nasrał na wiersze same oryginały przeznaczone dla uniwersyteckich archiwów ten jednouchy czarny krytyk skreślił mnie.
Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.
Przyjdź do mnie, zielone niebo Wylewam łzy szare, szare, szare, popielate... Valoff był człowiekiem inteligentnym. Wiedział, że popiel jest synonimem szarości.
BUKOWSKI: Potem zaczął przychodzić syn Johna Webba, faceta, który drukował moje pierwsze książki. Przychodził do mnie pić pierwszego tygodnia po tym, jak rzuciłem pracę. Nieźle namieszał mi we łbie. Przyłaził, pieprzył trzy po trzy i miał ludzkie serce w słoiku. Powiedział: "Rzuciłeś pracę na poczcie, Bukowski, więc to ci się przyda." Wyciągnął słoik, a ja pytam: "Co tam masz?", a on na to: "To jest ludzkie serce. Ukradłem z laboratorium. Moja dziewczyna jest pielęgniarką." LEE: O nie...Dał ci serce w formalinie? BUKOWSKI: Tak. A ja na to: "Jezu, wstaw to do szafy. Mogą nas za to zamknąć do pudła, idioto jeden." On wtedy: "Spokojnie, nikt się nie dowie że mamy to serce. Nikt." Powiedziałem mu: "Zaraz się porzygam. Schowaj to." Tak wyglądał mój pierwszy tydzień jako zawodowego pisarza. Miałem ludzkie serce w szafie.
Ludzie mnie pomniejszają, wysysają mnie do czysta. Ludzkości! Nigdy nie byłaś wiele warta — tak mogłaby brzmieć moja dewiza.
NIKT TYLKO TY nikt nie może cię uratować, tylko ty sam. raz po raz będziesz lądował w prawie niemożliwych sytuacjach. tamci raz po raz będą próbowali podstępem, ukradkiem i siłą zmusić cię, żebyś uległ, dał za wygraną i (lub) po cichu umarł w sobie. nikt nie może cię uratować, tylko ty sam i niewiele trzeba, żeby ci się to nie udało, całkiem niewiele ale śpiesz się, śpiesz się, śpiesz. po prostu ich obserwuj. słuchaj co mówią. tym właśnie chcesz być? istotą bez umysłu i serca? chcesz jeszcze przed śmiercią zaznać śmierci? nikt nie może cię uratować, tylko ty sam a wart jesteś uratowania. niełatwo będzie zwyciężyć w twojej wojnie ale jeśli w ogóle coś warto wygrać to właśnie ją. pomyśl o tym. pomyśl, jak siebie uratować. siebie z ducha. siebie z brzucha. śpiewającego, magicznego pięknego siebie. uratuj go. nie wstępuj do klubu martwych duchem. pielęgnuj siebie z humorem i gracją a w końcu jeżeli zajdzie potrzeba rzuć własne życie na szalę i mniejsza o to, jakie masz szanse, mniejsza o cenę. tylko ty sam możesz się uratować zrób to! zrób! a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym mówię.
Ludzie zwykle lepiej prezentują się w listach, niż w rzeczywistości. Pod tym względem bardzo przypominają poetów.
Nazajutrz znów siedziałem w biurze. Czułem się nie spełniony i, szczerze mówiąc, dość niechętnie nastawiony do życia. Tkwiłem w martwym punkcie, reszta świata też. Wszyscy po prostu zbijaliśmy bąki, czekając na śmierć i zajmując się czymkolwiek, żeby wypełnić czas. Niektórzy z nas nie robili nic. Byliśmy jak warzywa. Ja również. Nie wiem, jakim byłem warzywem. Czułem się jak rzepa. Zapaliłem cygaro, zaciągnąłem się i udawałem, że wiem, co jest, kurwa, grane.