BUKOWSKI: Potem zaczął przychodzić syn Johna Webba, faceta, który drukował moje pierwsze książki. Przychodził do mnie pić pierwszego tygodnia po tym, jak rzuciłem pracę. Nieźle namieszał mi we łbie. Przyłaził, pieprzył trzy po trzy i miał ludzkie serce w słoiku. Powiedział: "Rzuciłeś pracę na poczcie, Bukowski, więc to ci się przyda." Wyciągnął słoik, a ja pytam: "Co tam masz?", a on na to: "To jest ludzkie serce. Ukradłem z laboratorium. Moja dziewczyna jest pielęgniarką."
LEE: O nie...Dał ci serce w formalinie?
BUKOWSKI: Tak. A ja na to: "Jezu, wstaw to do szafy. Mogą nas za to zamknąć do pudła, idioto jeden." On wtedy: "Spokojnie, nikt się nie dowie że mamy to serce. Nikt." Powiedziałem mu: "Zaraz się porzygam. Schowaj to." Tak wyglądał mój pierwszy tydzień jako zawodowego pisarza. Miałem ludzkie serce w szafie.
Nie można pozwolić, żeby cudze przekonania i wyobrażenia kierowały naszym życiem. Kłócą się z naszymi. W kwestii własnego szczęścia trzeba być egoistą.