Joanny d'Arc nie bujają same w obłokach: na drugim krańcu huśtawkowej deski zawsze usadowi się jakiś Hitler. Dobro i zło. Stara, znana opowieść.
Usiadłem na dywanie, czując światło elektryczne i alkohol płynący w moim wnętrzu jak wezbrana rzeka, zapowiedź bluesa, zapowiedź szaleństwa.
Kiedy ciągle przychodzi mnóstwo nijakich ludzi, trzeba być wobec nich okrutnym, bo oni są okrutni wobec ciebie. Trzeba ich wykopać na ulicę. Bywają i tacy, którzy dają jakieś wkupne, przynoszą własną energię i własne światło, ale z większości pozostałych nie ma żadnego pożytku, ani dla ciebie, ani dla nich samych. Tolerowanie zmarłych jest niehumanitarne, bo tylko pogłębia ich śmierć, poza tym zostawiają jej mnóstwo, gdy już w końcu sobie pójdą.
Dzikie uwielbienie to choroba wywołana tym, że tłum nie ma szpiku w kościach, duszy, nic nie ma, więc szuka czegoś, czego można się uczepić w tej pustce.
- Picie, picie i picie! Czy to wszystko, o czym potrafisz myśleć? - Nie, ale to dobry sposób wypełnienia pustych przestrzeni, jak choćby ta. - Nie potrafisz przyjmować świata na trzeźwo? - Potrafię, ale wolę nie. - To eskapizm. - Jak wszystko: golf, spanie, jedzenie, spacery, kłótnie, jogging, oddychanie, pieprzenie się...
Tydzień później wszędzie pojawiły się tablice z napisem PALENIE PAPIEROSÓW WZBRONIONE. Urzędnicy mogli palić, jeżeli używali popielniczek. Zlecono komuś ich produkcję. Były ładne. I nosiły napis WŁASNOŚĆ RZĄDU STANÓW ZJEDNOCZONYCH. Większość została skradziona.
Nagle wrócił mi humor. Winda zatrzymała się na parterze, wyszedłem na ulicę. Pierwszemu żebrakowi, który się do mnie zwrócił, dałem dolara. Drugiemu powiedziałem, że właśnie dałem dolara innemu żebrakowi. Trzeciemu to samo itd.
Czasem dla wprawy chodziłem podpatrywać kloszardów, żeby się przygotować na spotkanie z przyszłością.
Potencjał nic nie znaczy. Trzeba coś robić. Niemal każdy osesek w kołysce ma większy potencjał ode mnie.
Byłem utalentowany, jestem utalentowany. Czasem patrzę na swoje dłonie i wiem, że mógłbym być wielkim pianistą albo kimś. A co robiły w życiu moje dłonie? Drapały jaja, wypisywały czeki, wiązały sznurowadła, naciskały spłuczkę od kibla itd. Zmarnowałem swoje dłonie. I swój umysł.
Boże, jacy oni byli nudni. Prawie tak samo jak wszyscy. Nikogo nie stać na nic nowego, oryginalnego. Wciąż te same stare, oklepane grepsy. Jak w kinie.
Chinaski! Rejon 539! Najtrudniejszy w całym obszarze doręczeń. Budynki mieszkalne ze skrzynkami o startych nazwiskach lub w ogóle bez nazwisk, pod maleńkimi żarówkami w mrocznych korytarzach. Stare kobiety stojące w sieniach domów na całej długości ulicy i zadające to samo pytanie, jakby były tą samą osobą mówiącą jednym głosem: "Listonoszu, macie dla mnie jakąś pocztę?" Miałeś ochotę wrzasnąć: "Kobieto, skąd, u diabła, mam wiedzieć, kim jesteś ty, ja bądź ktokolwiek?!
Spojrzałem przez szybę. Pielęgniarka wskazała moje dziecko. Miało czerwoną twarz i wrzeszczało głośniej niż którykolwiek z pozostałych noworodków. Sala była pełna wrzeszczących niemowląt. Tyle porodów. Pielęgniarka sprawiała wrażenie, że jest bardzo dumna z mojej córki. Miałem przynajmniej nadzieję, że to moja córka. Podniosła dziewczynkę, żebym mógł się jej lepiej przyjrzeć. Uśmiechnąłem się przez szybę, nie bardzo wiedziałem jak się zachować. Mała tylko darła się na mnie. Biedactwo-pomyślałem-biedne stworzenie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś będzie piękną dziewczyną, łudząco podobną do mnie ha, ha, ha. Pokazałem ręką pielęgniarce, by położyła małą, po czym pomachałem im obu na pożegnanie. Ładna była. Zgrabne nogi, kształtne biodra. Ładny biust.
Fajnie było się upijać. Postanowiłem, że zawsze będę to lubił. Po pijaku znikało wszystko co jednoznaczne, a jak człowiek dość często ucieka przed jednoznacznością, to może sam też w końcu nie stanie się jednoznaczny.
- Chryste Panie! - zawołał Billy - Masz cyce jak cysterny! - Ach, Billy, naprawdę ci się podobają? - Przecież mówię, nie? - Billy, ty umiesz prawić dziewczynie komplementy!
Śmierć, w końcu, jest nudziarą - niczym więcej niż opuszczeniem rolety. Na ogół nie umieramy od razu, tylko kawałek po kawałku, krok po kroku. Młodym najtrudniej umierać i najtrudniej żyć i niczego nie rozumieją.
To mi dopiero piękny kot. Z wywieszonym językiem i zezem. Ma ucięty ogon. Jest piękny, rozumny. Zawieźliśmy go do weterynarza na prześwietlenie, bo wpadł pod samochód. Lekarz powiedział: "Tego kota dwa razy przejechało auto, ktoś go kiedyś postrzelił, no i obcięto mu ogon". Ja na to: "Ten kot to ja:. Przyszedł pod drzwi śmiertelnie wygłodniały. Wiedział, gdzie się zgłosić. Obaj jesteśmy uliczni menele.