(...) nigdy się nie spotkają i Lisey się boi, że to także przedsmak śmierci, miejsce, gdzie mogą być sny, ale nie miłość. Nie dom, nie dłoń trzymającą cię za rękę, kiedy ławice ptaków krążą na tle ciemnofioletowego nieba u kresu dnia.
W jakiś niedający się od razu nazwać sposób przyczepa wygląda niewłaściwie. Zniekształciło ją nieszczęście, tak jak zniekształca ludzką duszę.
[...] co jakiś czas trafiam na kogoś, kto ma jeszcze bardziej popieprzone w głowie niż ja. To poprawia mi humor. Wiem, że to okropne, ale nic nie poradzę.
(…) gdy ci się nie wiodło, mówiłeś sobie – zła passa musi się kiedyś skończyć, ale jeśli bywały sytuacje, że zła passa nie tylko się nie kończyła, ale jeszcze bardziej się pogłębiała aż do momentu, kiedy wszystko waliło się w gruzy.
Nie leczony rak powoduje nieuchronnie śmierć, a Derry nie umarło, wręcz przeciwnie – zaczęło się rozwijać na swój cichy, nie rzucający się w oczy sposób. To po prostu nieźle prosperujące małe miasto, w niespecjalnie mocno zaludnionym stanie, gdzie nieprzyjemne rzeczy zdarzają się nazbyt często… i gdzie mniej więcej co ćwierć wieku następuje eskalacja zbrodni i okrucieństwa.
Włącz radio na stację nadającą rock and rolla i z całą odwagą, jaką jeszcze masz, oraz całą wiarą, jaką potrafisz z siebie wykrzesać, podążaj w nowe życie.
Potrafił być naprawdę uszczypliwy, aż do bólu. Nie pomoże mu to jednak zrozumieć, że wszelkie zmiany powinien rozpoczynać od siebie, od swojej głowy, bo dopóki sam się nie zmieni, świat, którego nie znosił, również pozostanie taki sam jak do tej pory. Ale on wolał gromadzić w sobie urazy, tak jak piraci gromadzili skarby.
Jak człowiek nie potrafi śmiać się z nieszczęścia, śmiać i trochę zabawić, to albo jest martwy, albo mu życie obrzydło.
- Chciałabym mieć bikini - stwierdziła Claire. Pewnie była to tylko prowokacja, w jakich specjalizują się siedemnastoletnie dziewczyny. Mama wymierzyła w nią palec z ociekającym mydlinami, krótko obciętym paznokciem. - Tak dziewczęta zachodzą w ciążę, młoda damo.
Wreszcie wypowiedziała głośno dręczący ją koszmar. Wyrzuciła go z siebie, odsłoniła jego twarz, której obecnie mogła się przyjrzeć. Teraz, choć nie potrafiła niczego zmienić, mogła płakać.
Zeszłej zimy, kiedy wszystko było dobrze. Kiedy wszystko było dobrze. ZAbawne, jak szybko i łatwo umysł dokonuje tak ważnych podziałów.
Jeśli ma się płaskostopie, nie można iść zabijać szkopów. Mężczyźni z płaskostopiem mogą jedynie zabijać żony.
Bułka. Jaka bułka? Bułka z masłem? Z dżemem? Dżem? Nie. Ciastko. Ciastko z kremem. Ciastko z dżemem. Ciasto.
- Straciłam rozum - powiedziała rzeczowym tonem. - Wypadł mi i obumarł w tamtym przepuście albo kiedy chodziłam wokół sklepu. To jedyne wyjaśnienie mojego zachowania.