Kucharka, która z takim ociąganiem wydała mi moją pierwszą kolację w Nowym Jorku - ta sama, co wciąż powtarzała "i co jeszcze, i co jeszcze" - umarła w dwa tygodnie po moim przybyciu. W ten sposób jej ulubione pytanie doczkalo się ostatecznej odpowiedzi: "już więcej nic".