Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Niemców

Zobacz listę Niemców

Niemcy wg. profesji

(…) Bo taka już jest miłość, że ona sama rości sobie wszelkie prawa, przekreślając prawa innych.

Nasze namiętności to prawdziwe feniksy. Gdy dawna spłonie, od razu wyłania się nowa z popiołu.

Nikt bardziej nie jest niewolnikiem niż człowiek, który uważa się za wolnego, chociaż nim nie jest.

Świat bierze człowieka za takiego, za jakiego on chce uchodzić, lecz każdy musi się za coś podawać. Łatwiej znosi się ludzi niemiłych aniżeli mało znaczących.

Jesteś, mistrzu: słuchaj,
Rozhulałem brać!
Warcholą się duchy,
Jak im radę dać?
Miotło, rusz się!
W kąt, starucha!
Duchy, słuchać!
Znikły czary!
Odtąd moim sprawom służcie,
Gdy rozkażę ja - mistrz stary.

Wszakże...istniejemy!...Zniknąć? Cóż to znaczy? Słowo to jeno, puste słowo...i nie czuję go sercem moim!...Umrzeć, być zakopanym w zimnej ziemi, w ciasnym, ciemnym grobie?...

Widziałem umierających. Ale ludzka natura jest w tak ciasne ujęta szranki, że nie wyrozumie początku i końca swojego istnienia.

Wszyscy przemądrzali pedagogowie i ochmistrzowie godzą się na to, że dzieci nie wiedzą czego chcą, natomiast nikt uwierzyć nie chce, mimo naocznej oczywistości tego faktu, że także dorośli wałęsają się po tej ziemi podobni dzieciom, równie jak one nie wiedząc wcale, skąd się wzięli i dokąd zmierzają i że tak samo nie kierują swych czynów ku prawdziwym celom i tak samo podlegają rządom łakoci i łozowej rózgi.

Najbardziej śmieszne pragnienie to pragnienie podobania się wszystkim.

FAUST tańcząc z młodą
Pewnego razu w pięknym śnie
Jabłonka mi zwidziala się.
Swych dwóch jabłuszek pełnią kras
Kusiła mię, bym na nią wlazł.
PIĘKNA
Na jabłka wiecznie macie smak,
Już w raju też bywało tak,
Więc stale kwitnie radość ma,
Że w mym ogródku też mam dwa.
MEFISTOFELES ze Starą
Tej nocy śniłem- czy ja wim?-
Pęknięty pień i dziurę w nim
Ogromną jak do spichrza drzwi,
A jednak się nadała mi.
STARA
Niech mój najniższy przyjmie dyg
Pan, co z kopytem chodzić zwykł.
Gdy chcesz mej dziury, nie mów hop!
Aż przygotujesz tęgi czop.

Ale gdy znów pomyślę o tym i przypomnę sobie bajkę o koniu, który zniecierpliwiony wolnością daje sobie nałożyć siodło i uzdę i zajeżdżony zostaje na śmierć, nie wiem, co mam czynić.

Ach, co mi tam! Chcąc zdziałać co,
Kobieta robi kroków sto.
Lecz co osiąga drepcząc wciąż,
To jednym susem zdziała mąż.

Przypuszczacie, że was mamię?

że niepewna moja droga?

że podchodzę, łżę i kłamię?

oto macie astrologa —

on niech mówi!!

— Nuże! — rozkop

kanały w nieba rozłogu

i odczytaj nam horoskop,

dobry panie astrologu.

O, jakże straszną jest pustka, którą czuje w piersiach! Myślę często: - Gdybyś mógł ją bodaj raz jeden przycisnąć do serca, wypełniłaby się ta pustka niezawodnie.

Umrzeć! Co to znaczy? My śnimy mówiąc o śmierci. Widziałem niejednego konającego, ale taka jest ludzkość, że nie ma zmysłu dla początku i końcu swego istnienia.

Na pierwszy rzut oka ludzie tutejsi wydali mi się dziarscy i prostolinijni. Wszyscy są podobnej postury i mają duże piwne oczy. Kobiety mają brwi czarne i bardzo ostro zarysowane, natomiast mężczyźni mają brwi jasne i krzaczaste.

O tutejszych ludziach powiem niewiele, a to, co powiem, nie będzie zbyt miłe. Gdym zjechał z Brenneru, kiedy tylko się rozwidniło, zauważyłem wyraźną zmianę w ich wyglądzie fizycznym. Szczególnie przykro uderzyła mnie ziemista cera kobiet. Rysy twarzy świadczyły o nędzy, dzieci wyglądały równie mizernie. Mężczyźni prezentowali się trochę lepiej, zbudowani są proporcjonalnie i krzepko.

Straszni to zaiste ludzie, wkładający całą duszę w ceremoniał i wysilający się całymi latami na to, by posunąć się o bodaj jedno miejsce przy stole.

Idzie o to, by pojąć to, co jest doskonałe i mieć odwagę je wypowiedzieć. Rzecz to niemała, choć pokrótce ujęta.

Przed duszą moją rozsunęła się jakby zasłona i pole nieskończonego życia zmienia się teraz przede mną w przepaść wiecznie otwartego grobu. Czyż możesz rzec: To jest! – skoro wszystko przemija, skoro wszystko z szybkością burzy przepływa mimo, tak rzadko zachowuje całą siłę swego istnienia, ach, porwane zostaje przez strumień, zatopione i o skałę rozbite! Nie ma chwili, która by nie trawiła ciebie i twoich wokoło, chwili, byś nie był burzycielem, byś nim być nie musiał. Najniewinniejsza przechadzka kosztuje tysiące, tysiące biednych robaczków – życie; jeden krok burzy mozolne budowle mrówek i wdeptuje mały świat w haniebny grób. Ha, nie wzruszają mnie wielkie, rzadko zdarzające się katastrofy świata: te powodzie, co zmywają wsie, te trzęsienia ziemi, co pochłaniają miasta. Rozdziera mi serce trawiąca moc ukryta we wszechświecie natury, moc, która nic nie stworzyła, co by nie niweczyło samego siebie lub sąsiada. I tak błądzę w niepokoju! Niebo i ziemia, i wszystkie twórcze siły otaczają mnie! Nie widzę nic nad wiecznie połykającego, wiecznie przeżuwającego potwora.