W tym zwrotnym punkcie swego życia odczuł naraz wyraźnie, że lata, przynoszące z początku jeden piękny dar po drugim, potem stopniowo je odbierają.
Zawsze tym będziesz, czymeś jest, Peruki wsadzaj z loków całym lasem, Wzrost twój podwyższaj łokciowym obcasem, Zostaniesz zawsze, czymeś jest.
Jest uzurpacją, gdy w najgorszej porze Człek czymś chce być, gdy być nim już nie może. Życie człowieka jest we krwi. W kimże szerzej Pulsuje żywa krew jak nie w młodzieży? Toż to najżywsza krew w swej sile hożej, Co z życia sobie nowe życie tworzy. Tu coś się rusza, coś rodzi, coś dzieje, Słabe odpada, a krzepkie mężnieje. Gdyśmy połowę świata zdobywali, Coście robili wy? Spali, dumali I plany, plany snuli wciąż bez treści. Starość to zimna febra, to boleści I mróz, i wszelkich dziwactw giez. Z chwilą gdy komu minie lat trzydzieści, Już tyle samo wart, co gdyby sczezł.
Ach, wszystko jedno! W tej czy innej szacie Zawsze czuć będę ucisk ziemskich dróg. Za starym już, by wiecznie tylko śmiać się, Zbyt młody zaś, bym żyć bez pragnień mógł. Jakąż mi może świat ten dać odpowiedź? Zawsze tę samą. Wciąż: obejdź się, obejdź!
Wielkie zamysły pańskie wypełniać — zdrój łaski! Dobrym pomóc, nie szkodzić złym, godzić niesnaski, otwartość bez chytrości, niekłamana pogoda — za wszystko twe spojrzenie — najwyższa nagroda!
Ha! Nie wzruszają mnie wielkie, rzadko zdarzające się katastrofy świata, powodzie spłukujące wsi i osady, trzęsienia ziemi, pochłaniające miasta, serce moje cierpi katusze z powodu onej chłonącej siły, skrytej na samym dnie natury, której wytwory pożerają same siebie i wszystko wokół. Chwieję się na nogach z przerażenia. Niebo i ziemia, i wszystkie ich twórcze siły są mi jako potwory wieczyście głodne, co bez ustanku pożerają zjawy i wieczyście nowych łakną.
MAŁGORZATA Ciemno i duszno! Cierpi sumienie, wali się ma mnie ciężkie sklepienie. Słupy olbrzymie, ściany kościoła duszą mnie, więżą! Śmiertelne koła! Tchu!
Niech kto co chce mówi o poczuciu własnej godności, ale chciałbym widzieć człowieka, który znosi bez urazy, gdy bezkarnie ostrzy sobie na nim języki hołota, mająca nad nim przewagę.
Mielibyśmy dość siły znosić zło, gdy nadejdzie, gdybyśmy zawsze szczerym sercem umieli używać tego dobra, jakie nam Bóg daje co dnia.
Znasz moją dolę i mnie znasz dobrze, przeto wiesz, co mnie pociąga do nieszczęśliwych w ogóle, do tego, w szczególności.
Niejeden pomysł zda się szaleństwem z początku. Przypadek? Zbyjmy śmiechem! Myśl się w wszystko wciela!
MEFISTOFELES Zanim odejdziesz — wszelkie rewerencje —: znasz świetnie diabła i jego intencje! Oto klucz.
PLUTON Do Efeba-Woźnicy: Więc jesteś wolny! trud był nad twe siły; oby się skrzydła twoje w jasny błękit wzbiły! Nic tu po tobie! — Odejdź! — Duszne tu opary, w których jak w mętnej wodzie roją się maszkary. Tyś czysty — jasność wielka potrzebna twej duszy, która jeno tym żyje, czym się w głębiach wzruszy. Więc kędy piękno, dobro, kędy żywię ład — leć! — tam, w samotność swoją, własny tworzyć świat!
EFEB-WOŹNICA do tłumu: Patrzcie — o patrzcie — patrzcie w krąg, jak płoną dary moich rąk — płomyk unosi się nad głową — raz tu — raz tam — znowuż na nowo to wzlata — to się zaczyna — tam jeno mignie przed oczyma —rzadko się wzbija — rzadziej żywo zakwita z nagła w nim paliwo — najczęściej jego świetlna krasa zaniża się — chłodnie — przygasa.