Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Amerykanów

Zobacz listę Amerykanów

Amerykanie wg. profesji

Zamurowałem potwora w mogilnej wnęce!

Ocknięcie się z omdlenia odbywa się w dwóch etapach; najpierw wraca nam poczucie istnienia psychicznego czy duchowego, następnie zaś cielesnego. Można założyć, że gdybyśmy po dotarciu do drugiego etapu mogli przywołać wrażenia z pierwszego, okazałoby się, iż wrażenia te bogate są we wspomnienia z otchłani zaświatów. A ta otchłań - czymże jest? Jak odróżnić jej cienie od mroków grobu? Lecz jeśli wrażenia z tego pierwszego okresu nie przybywają na życzenie, czyż po długim czasie nie powracają do nas bez zaproszenia, podczas gdy my dziwimy się, skąd się wzięły? Jeśli kto nigdy nie zemdlał, nie dane jest mu dojrzeć osobliwych pałaców i dziwnie znajomych twarzy w żarzących się węglach, spostrzec widziadeł smutnych płynących w powietrzu, zakrytych przed wzrokiem tłumu, zadumać się nad czarowną wonią nowego kwiatu, zakosztować upojenia melodią, która wcześniej nie zwracała jego uwagi.

Rzekł z goryczą, której nigdy nie zapomnę — osamotni mnie — Choroba, Śmierć
słabego i zrozpaczonego ostatniego potomka starożytnego rodu Usherów.

(...) Budząc się z najgłębszego snu rozrywamy tkaninę pajęczą jakiegoś widzenia. Lecz po chwili — (tak kruchą zapewne jest owa tkanina) — nie pamiętamy o naszej przynależności do widzeń. Powracając po utracie zmysłów do oczywistości, kroczymy po dwóch szczeblach — na pierwszym doznajemy istnienia myśli i ducha, na drugim — istnienia ciała. Gdybyśmy, stanąwszy na drugim szczeblu, mogli odtworzyć doznania pierwszego, wykrylibyśmy w nich według wszelkiego, zda się, prawdopodobieństwa wszystek zasób wymownych wspomnień o zaświatowej otchłani.

W głębi duszy nie wierzę w rzeczy nadprzyrodzone. Żaden człowiek myślący nie zaprzeczy, iż czym innym jest Bóg, a czym innym przyroda. Że Bóg, stworzywszy przyrodę, może nią wedle swej woli władać i ją przekształcać, to nie ulega również, wątpliwości. Powiadam „wedle swej woli”, gdyż jest to
zagadnienie woli, nie zaś, jak niedorzeczna logika przypuszcza, potęgi. Nie chodzi o to, jakoby Bóstwo nie mogło zmienić swych praw, lecz o to, iż bluźnimy Mu, wyobrażając sobie, jakoby zmiany były potrzebne. Od samego początku prawa te były postanowione w ten sposób, iż ogarniały wszechmożliwości, jakie by mogła przynieść z sobą Przyszłość. Dla Boga wszystko jest Teraźniejszością.

Tak jak moja małżonka, co śpi w grobów głuszy,
Była droższą mej duszy nad życie mej duszy.

Człowiek nie może równocześnie posiadać wiedzy i być uległym.

Dziękujmy miłosierdziu boskiemu, iż upiornych mąk konania doznaje jednostka ludzka, a nie ludzka gromada!

Jeśli umarłam, to wszak skonałam Dla ciebie, dla Ciebie.

(...) Zemdlałem — nie powiem jednak, abym zatracił wszystką świadomość. Próżno byś się starał określić lub nawet opisać to, co mi z niej zostało. Lecz — koniec końcem — nie wszystko było stracone. W śnie najgłębszym — też nie wszystko! W obłędzie — nie wszystko! W zemdleniu — nie wszystko! W śmierci — nie wszystko! Nawet w grobie nie wszystko bywa stracone! W przeciwnym razie zabrakłoby nieśmiertelności dla człowieka.

Wszakże wysiłki moje były nadaremne, niepokonany strach przeniknął stopniowo całą moją istotę, i wreszcie trwoga bezimienna, istna zmora przytłoczyła mi piersi.

- Ty, hultaju! - krzyczał Legrand przez zaciśnięte zęby. - Ty diabelski powsinogo! Mów, odpowiedz mi natychmiast bez wykrętów, które...które jest twe lewe oko?
- Och, mój złoty Massa Will! Toć to jest na pewno moje lewe oko! - zaskrzeczał, przerażony Jupiter kładąc rękę na swym prawym narzędzie wzroku i przyciskając ją z rozpaczliwą zawziętością, jak gdyby obawiał się, że jego pan wydrze mu to oko.

Tam w jej królestwie nad mórz pianą,
Tam w jej mogile pod mórz pianą...

Zmusza ona nie to, co zwiemy duszą i co pozostaje absolutnie poza zasięgiem ludzkiej mocy, lecz widmo, czyli odbicie tego, co najbardziej ziemskie w człowieku, żeby się jawiło naszym zmysłom.

W nocy, która nastąpiła po dokonaniu owego okrutnego czynu, zbudził mię ze snu okrzyk: "Pożar".

W chmurne odziane mgły...

Rozkoszne piękno - powiada Bacon, lord Verulam, odnosząc się do wszelkich jego postaci i przejawów - nie może obejść się bez domieszki pewnej dziwności w swych proporcjach.

Miało się już ku świtaniu: mimo to mnóstwo wynędzniałych opojów cisnęło się u pompatycznego wejścia.

Lecz z biegiem lat ten rycerz chwat twarz schylił smutkiem bladą: jak wielki ląd - ni jeden kąt, by był, jak Eldorado!

Któż zatem ośmieli się wytknąć ci twe postępowanie? Winić za godziny rojeń czy potępiać jako marnotrawienie życia te zajęcia, co jak wezbrana fala płynęły wprost z twego niespożytego ducha?