Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Losowe cytaty Szukaj

Studnia i wahadło

Inne książki Edgara Allana Poe:
Annabel Lee Berenice Czarny kot Hop-Frog. Ropuch Kruk Ligeia Magazyn Histeria XVIII Maska śmierci szkarłatnej Miasto w morzu i inne utwory poetyckie Nie zakładaj się nigdy z diabłem o swą głowę Opowiadania Opowieści miłosne, groteski i makabreski Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze Opowieści nadzwyczajne Opowieści nieprawdopodobne Opowieści niesamowite Poezje (Edgar Allan Poe) Relacja Arthura Gordona Pyma z Nantucket Serce oskarżycielem
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

(...) Budząc się z najgłębszego snu rozrywamy tkaninę pajęczą jakiegoś widzenia. Lecz po chwili — (tak kruchą zapewne jest owa tkanina) — nie pamiętamy o naszej przynależności do widzeń. Powracając po utracie zmysłów do oczywistości, kroczymy po dwóch szczeblach — na pierwszym doznajemy istnienia myśli i ducha, na drugim — istnienia ciała. Gdybyśmy, stanąwszy na drugim szczeblu, mogli odtworzyć doznania pierwszego, wykrylibyśmy w nich według wszelkiego, zda się, prawdopodobieństwa wszystek zasób wymownych wspomnień o zaświatowej otchłani.

strona cytatu

(...) Zemdlałem — nie powiem jednak, abym zatracił wszystką świadomość. Próżno byś się starał określić lub nawet opisać to, co mi z niej zostało. Lecz — koniec końcem — nie wszystko było stracone. W śnie najgłębszym — też nie wszystko! W obłędzie — nie wszystko! W zemdleniu — nie wszystko! W śmierci — nie wszystko! Nawet w grobie nie wszystko bywa stracone! W przeciwnym razie zabrakłoby nieśmiertelności dla człowieka.

strona cytatu

Cienie owe wiążą się jednocześnie w mej pamięci z jakimś trudnym do pochwycenia, nieokreślonym lękiem, którego doznałem w sercu z powodu właśnie nadprzyrodzonych tego serca uciśnień.

strona cytatu

Po cóż mam mówić o długich, zbyt długich godzinach przerażenia, w których czasie
liczyłem rozedrgane kołysanie się stali. Piędź po pidzi — źdźbło po źdźble — dokonywała stal stopniowego opadania, pochwytnego zaledwo w przerwach czasu, które mi się zdawały wiekami — i wciąż się opuszczało — wciąż niżej — wciąż niżej. Minęły dnie — dni kilka, być może, minęło, zanim stal owa jęła się kołysać do tyla w moim pobliżu, że muskał mię jej dech ostry. Zapach szlifowanej stali wnikał do mych nozdrzy. Błagałem niebo — znużyłem je swoim błaganiem — by mi zwoliło szybszego znijścia tej stali. Bezrozumny, oszalały — siliłem się unieść z miejsca, by iść na spotkanie tej straszliwej, przepełnionej ruchem szablicy. A potem zapadłem się nagle w wielką ciszę — i trwałem — rozpostarty, uśmiechając się do błyskotliwej śmierci, jak dziecko uśmiecha się do jakiejś kosztownej zabawki.

strona cytatu