W południowo-wschodnim Ohio lat mojego dzieciństwa uczyliśmy się, że trzeba cenić lojalność, honor i zawziętość. Pierwszy raz zaliczyłem rozkwaszony nos, mając pięć lat, pierwszą śliwę pod okiem rok później. Każda z tych bójek zaczęła się od tego, że ktoś obraził moją mamę. Żarty z czyjejś matki były zawsze zakazane, a za kpiny z babci należała się najsroższa kara, jaką tylko mogłem wymierzyć małymi piąstkami.
Gdzie człowiek raz stanie do szeregu, bo to uważał za najlepsze, albo gdzie go zwierzchnik postawi, tam trzeba, sądzę, trwać, mimo niebezpieczeństwa; zgoła nie biorąc w rachubę ani śmierci, ani niczego innego, oprócz hańby.
Koledzy! (…) Nie wiadomo, co będzie. Ale jak bądź zaklinam was na imię naszej ojczyzny, ażebyście nie splamili naszego honoru narodowego. W najsmutniejszych wypadkach i niebezpieczeństwach to sobie hasło powtarzajcie, że jesteście Polakami.
Dobre imię, panie, Czy dla mężczyzny, czy też dla kobiety Klejnotem duszy jest najdroższym w świecie. Bo kto mi kradnie kieskę - kradnie śmiecie, Coś...Nic...dziś moje, jutro twoje, może Tysiącom służyć. Lecz kto mi wydrze moje dobre imię, Grabi mnie z czegoś, co go nie wzbogaci, Mnie za to czyni prawdziwym nędzarzem.
Prawdziwie wielkim być to nie wojować O byle głupstwo bez wielkiej przyczyny Lecz wielkomyślnie o źdźbło nawet walczyć, Gdzie honor każe.
Dlatego to rzuciliśmy buławy pod nogi hetmańskie, bo cnota i obowiązek, i wiara, i honor tak nakazywały.
Powstanie warszawskie (…) nie było aktem dojrzałej męskości: było aktem zniecierpliwienia, młodzieńczej niepowściągliwości. I dlatego przyniosło szkodę podstawowemu aksjomatowi patriotyzmu, jakim jest – istnienie narodu ponad wszystko. Walka o honor kosztem 30% polskiego potencjału kulturalnego i gospodarczego (…) była poniekąd aktem psychicznego egoizmu, krótkowzroczności, nieopanowania i – nieprzemyślenia.
Wydaje mi się, że wy, ludzie spędzacie dużo czasu na rozmowach o honorze, ale bez tych wzniosłych słów, nie różnicie się od żadnej innej rasy.