Zaczęło się od godziny dziennie, potem tych godzin przybywało. Kiedy studiowałam na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, a potem w Berlinie, potrafiłam spędzać w ćwiczeniówce po 8–10 godzin dziennie, wychodząc tylko na kawę do automatu ustawionego na korytarzu szkoły. Wszyscy żyliśmy w takim rytmie i zatraceniu. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy żałuję tych wszystkich chwil, które mi uleciały, gdy byłam zajęta graniem, to z pełnym przekonaniem odpowiem, że nie żałuję ani jednej godziny spędzonej przy fortepianie. Nie żałuję też żadnej godziny spędzonej sama ze sobą.
