Wiozłem ze sobą dwie książki, które miałem zamiar czytać w samolocie. Jedną z nich były Słowa na wiatr Teodora Roethke i oto co w niej znalazłem:
– Budzę się, aby śnić, i wkraczam w sen powoli
Tam, gdzie strach się nie czai, szukam przeznaczenia.
Idąc, uczę się drogi, którą zmierzać muszę.
Drugą książką był Céline i jego wizja Eriki Ostrovskiej. Céline był dzielnym francuskim żołnierzem w pierwszej wojnie światowej – dopóki nie został raniony w głowę. Od tego czasu nie sypiał i słyszał głosy. Został lekarzem i w dzień leczył biedaków, zaś nocami pisał swoje groteskowe powieści. Nie ma sztuki bez tańca ze śmiercią, pisał Céline. “Prawdą jest śmierć – pisał. – Walczyłem z nią pięknie, jak długo mogłem...tańczyłem z nią, stroiłem ją, nadskakiwałem jej...obwieszałem ją serpentynami, łaskotałem." Czas był jego obsesją. Panna Ostrowsky przypomniała mi zadziwiającą scenę ze Śmierci na raty, gdzie Céline, chcąc zatrzymać kłębiący się na ulicy tłum, krzyczy na papierze: “Zatrzymajcie ich...nie pozwólcie im zrobić ani kroku dalej...Niech zastygną w bezruchu raz na zawsze!...Tak, żeby już nigdy nie zniknęli!