- Proszę się nie ruszać! Jest pan aresztowany! - krzyknąłem. I wyciągnąwszy zza pasa tępy kuchenny nóż zacząłem przecinać więzy na rękach starszej pani. Zerwałem też chustkę z jej ust. Lejwoda był zaskoczony tak bardzo, że tkwił w fotelu jak sparaliżowany i tylko wybałuszał na mnie zdumione oczy. A pani Jagoda, zaczerpnąwszy w płuca potężny haust powietrza, wyszeptała:
- Byłabym się udusiła. Serdecznie panu dziękuję...W tym momencie Lejwoda ochłonął ze zdumienia. Zerwał się z fotela i ryknął na mnie strasznym głosem:
- Jakim prawem wtargnął pan do mego domu? Precz! Precz natychmiast, bo chwycę za broń...To mówiąc wskazał rozwieszone na ścianie salonu zabytkowe szable.
- Wynoście się wszyscy. Wszyscy! - dodał jeszcze donośniej, bo właśnie przy drzwiach salonu skłębiła się uzbrojona w zaostrzone dzidy moja trzyosobowa załoga. Nagle zamilkł. Rzucił okiem na telewizor i z powrotem usiadł w fotelu. Na ekranie pojawiła się spikerka i zapowiedziała „Kojaka”.
- Zresztą zostańcie - ściszonym głosem rzekł Lejwoda. - Możecie siąść na dywanie albo na ławie pod ścianą. A jeśli ktoś z was się odezwie, zabiję. Zabiję! - powtórzył.