- Proszę się nie ruszać! Jest pan aresztowany! - krzyknąłem. I wyciągnąwszy zza pasa tępy kuchenny nóż zacząłem przecinać więzy na rękach starszej pani. Zerwałem też chustkę z jej ust. Lejwoda był zaskoczony tak bardzo, że tkwił w fotelu jak sparaliżowany i tylko wybałuszał na mnie zdumione oczy. A pani Jagoda, zaczerpnąwszy w płuca potężny haust powietrza, wyszeptała:
- Byłabym się udusiła. Serdecznie panu dziękuję...W tym momencie Lejwoda ochłonął ze zdumienia. Zerwał się z fotela i ryknął na mnie strasznym głosem:
- Jakim prawem wtargnął pan do mego domu? Precz! Precz natychmiast, bo chwycę za broń...To mówiąc wskazał rozwieszone na ścianie salonu zabytkowe szable.
- Wynoście się wszyscy. Wszyscy! - dodał jeszcze donośniej, bo właśnie przy drzwiach salonu skłębiła się uzbrojona w zaostrzone dzidy moja trzyosobowa załoga. Nagle zamilkł. Rzucił okiem na telewizor i z powrotem usiadł w fotelu. Na ekranie pojawiła się spikerka i zapowiedziała „Kojaka”.
- Zresztą zostańcie - ściszonym głosem rzekł Lejwoda. - Możecie siąść na dywanie albo na ławie pod ścianą. A jeśli ktoś z was się odezwie, zabiję. Zabiję! - powtórzył.
Nieco podobne cytaty
W naszej tradycji już komedia – a co dopiero farsa – kojarzy się fatalnie. Komedia nie może mówić niczego istotnego i niczego nie może nauczyć, służy jedynie rozbawianiu gawiedzi. To nieprawda, udowodnił to choćby Jacques Lassalle inscenizacją Tartuffe’a, pokazując inną twarz Moliera. Podobnie z Calderonem. Poza tym… Każdy przeżył początek miłości, gdy nie chodzimy, a lekko unosimy się nad ziemią. Coś podobnego czuję, pracując nad tym tekstem. Dotykam w nim tego, co w nas najprostsze, ale nie prostackie, tego, co najszlachetniejsze, ale nie szlacheckie, tego, co śmieszne, ale nie komiczne. Nie jest to graffiti, a raczej akwarela. Jesteśmy przyzwyczajeni, że teraz chlapie się farbą, gdzie popadnie. Proszę bardzo, ale z prawdziwą przyjemnością używam ultramaryny.
W zawodach tak niewymiernych, jak aktorstwo, od czasu do czasu następuje zderzenie się jeleni rogami. To jest wojna nie tyle o łanie, co o pole, miejsce, polanę, trawę, krzaki. To jest wojna. (…) Proszę nie zapominać, że w zawodzie, który uprawiamy, człowiek zmaga się przede wszystkim z własnym brakiem umiejętności, z kompleksami. Państwo oglądacie przyjemną stronę tego zawodu. Mało kto pamięta, że jest to zawód, w którym codziennie obowiązuje klasówka. Proszę przypomnieć sobie stres przed taką klasówką. My jesteśmy bezustannie zarzucani klasówkami.
Tak, proszę państwa, trzeba to wyjaśnić, bo tenże jegomość, Balcerowicz, w PZPR był, na stypendia jeździł na Zachód. Nie Lepper, Lepper był w PZPR i nigdy się tego nie wstydził. 2 lata w swoim życiu był i nie wstydzę się dzisiaj powiedzieć tego, że byłem. Tylko ja nie byłem nigdy nawet nikim w POP, żebyście wiedzieli. Nigdy. A Balcerowicz, proszę państwa, sekretarz, Balcerowicz na stypendia zachodnie wtedy jeździł.