- Pozoty... - mruknął w zamyśleniu Kompozytor. - Jak liście, prawda? (...)
- Opadają nawet z najpotężniejszych koron drzew.
- Pozoty... - mruknął w zamyśleniu Kompozytor. - Jak liście, prawda? (...)
- Opadają nawet z najpotężniejszych koron drzew.
Jesień. Leci liście.
Pobrzękuje struna.
Popatrzcie: Stwosz idzie
i zbliża się ku nam.