- Morze Dothraków - powiedział ser Jorah Mormoni, kiedy zatrzymał konia obok niej na szczycie wzniesienia.
Ogromna, pusta równina ciągnęła się aż po horyzont, a nawet jeszcze dalej. To rzeczy wiście jest morze, pomyślała Dany. Nie było tam wzgórz ani gór, żadnych drzew, miast czy dróg, jedynie bezkresne morze traw, których wysokie źdźbła kołysały się na wietrze niczym fale. - Jest takie zielone - powiedziała.
- Teraz tak - przyznał ser Jorah. - Ale musisz je zobaczyć w porze kwitnienia. Wtedy całe pokryte jest czerwonym kwiatem, zupełnie jak morze krwi. Natomiast w porze suszy cały świat tutaj staje się brązowy. To jest tylko hranna, dziecko. Dalej rosną setki odmian trawy, niektóre żółte jak cytryna, ciemne jak indygo, są też niebieskie, pomarańczowe, a także trawy, których źdźbło przypomina tęczę. Podobno w Krainie Cieni, za Asshai, istnieją oceany zjawotraw, są wyższe od jeźdźca na koniu i blade jak mleczne szkło. Zabijają one wszystkie inne trawy, a w ciemności świecą duszami przeklętych. Dothrakowie twierdzą, że kiedyś zjawotrawy zarosną cały świat i wtedy skończy się wszelkie życie.
Irasiad jest bardzo zdenerwowany.