Gdyby przypadkiem znalazł się tu jakiś poważny kosmita, doszedłby do wniosku, że trafił w zagięcie czasoprzestrzeni.
Kosmita się co prawda nie pojawił, ale po dziesiątej zaczął siąpić deszcz. Miękki, cichy deszcz. Taki, o którym człowiek dowiaduje się, słysząc kapanie z dachu. Cichy jak śmierć.