Dla mnie życie skończyło się, kiedy miałam dwadzieścia lat. Reszta to były jedynie niekończące się reminiscencje. Jakby mroczny, pełen zakrętów, prowadzący donikąd długi korytarz. Lecz musiałam je przeżyć. Przyjmowałam każdy pusty dzień i pustym go żegnałam. Ciągnęły się dni, a ja zrobiłam wiele niesłusznych rzeczy. Nie, szczerze mówiąc, mam wrażenie, że zrobiłam wyłącznie niesłuszne rzeczy. Przez pewien czas żyłam zamknięta wewnątrz. Jakbym żyła na dnie głębokiej studni. Przeklęłam, znienawidziłam wszystko na zewnątrz. W pewnym momencie wyszłam z niej i udawałam, że żyję. Wszystko przyjmowałam, szłam przez życie, nic nie czując (...) ale to wszystko nie miało znaczenia. Wszystko minęło w mgnieniu oka. Nic nie zostało poza bliznami po kilku rzeczach, którymi gardziłam i które zmarnowałam.
Kiedy rząd mówi, że nie da - to nie da. Kiedy rząd mówi, że da - to mówi.