Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty poetów

Zobacz listę poetów

Powiązane tematy: poezja

Poeci wg. narodowości

...czujemy, że stworzenie świata nie jest jeszcze zakończone, że musimy jeszcze zdobyć świadomość siebie i świata. Musimy poprzez ciemności przerzucać kładki. Tylko ci o tym nie wiedzą, którzy obojętność, ową formę egoizmu, biorą za mądrość. Ale wszystko zadaje kłam tej mądrości!

Dorośli lubią liczby. Jeżeli im mówisz, że masz nowego przyjaciela, nigdy nie interesuje ich to, co istotne. Nigdy nie pytają: „Jak brzmi jego głos? Jakie są jego ulubione gry? Czy zbiera motyle? ”. Pytają za to: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec? ”. Dopiero wtedy wydaje im się, że coś o nim wiedzą.

Minęło sześć lat, odkąd mój przyjaciel odszedł wraz ze swoim barankiem. Próbuję go tu opisać po to, aby nie zapomnieć. To smutne, kiedy zapomina się przyjaciela. Nie każdy miał kiedyś przyjaciela.

- (...) Ale dlaczego chcesz, żeby twoje baranki zjadały małe baobaby?

Odpowiedział: „Jak to dlaczego?!”, jakby chodziło o rzecz oczywistą. Musiałem wytężyć umysł, żeby samodzielnie zrozumieć tę kwestię. Otóż na planecie Małego Księcia, tak jak na wszystkich planetach, rosły pożyteczne rośliny i chwasty. Czyli znajdowały się tam również nasiona pożytecznych roślin i chwastów. Ale nasiona są niewidoczne. Śpią ukryte w glebie do czasu, aż któreś z nich weźmie chętka, żeby się obudzić. Wtedy takie nasiono się wypręża i z początku nieśmiało wypuszcza ku słońcu nieszkodliwą łodyżkę. Jeżeli jest to łodyżka rzodkwi lub róży, można pozwolić jej rosnąć, jak chce. Ale jeżeli to chwast, trzeba wyrwać go zaraz, gdy się go rozpozna. Otóż na planecie Małego Księcia znajdowały się groźne nasiona — nasiona baobabu. Gleba planety była nimi zasypana. Tymczasem jeśli weźmiesz się za takie baobaby za późno, już nigdy się ich nie pozbędziesz. Zarosną całą planetę. Przebiją ją korzeniami. I jeśli planeta będzie za mała, a baobabów za wiele, doprowadzą do jej rozpadu.

Rano przed odjazdem uporządkował dokładnie planetę. Pieczołowicie przeczyścił wszystkie wulkany. Miał dwa czynne wulkany. To się bardzo przydaje do podgrzewania śniadań. Miał też jeden wulkan wygasły. Ponieważ powtarzał zwykle: - Nic nigdy nie wiadomo - więc przeczyścił także wygasły wulkan. Jeśli wulkany są dobrze przeczyszczone, palą się powoli i równo, bez wybuchów. Wybuchy wulkanów są tym, czym zapalenie sadzy w kominie. Oczywiście my, na naszej Ziemi, jesteśmy za mali, aby przeczyszczać wulkany. Dlatego też sprawiają nam tyle przykrości.

- A co ci daje posiadanie gwiazd?
- Bogactwo.
- A cóż ci z tego, że jesteś bogaty?
- Mogę kupować inne gwiazdy, o ile ktoś je znajdzie.
(...)
- W jaki sposób można posiadać gwiazdy?
- A czyje one są? - odburknął Bankier.
- Nie wiem. Niczyje.
- Wobec tego są moje, ponieważ pierwszy o tym pomyślałem.
- Czy to wystarcza?
- Oczywiście. Jeśli znajdziesz diament, który jest niczyj, należy on do ciebie. Jeśli odkryjesz wyspę, która nie należy do nikogo, jest twoja. Jeśli zrobisz wynalazek i opatentujesz go, jest twój. Ja mam gwiazdy, ponieważ nikt przede mną nie pomyślał o tym, Żeby je zagarnąć.
- To prawda - rzekł Mały Książe. - A co robisz z nimi?
- Zarządzam. Liczę je i przeliczam - powiedział Bankier.
- To bardzo trudne. Lecz jestem człowiekiem poważnym.
Mały Książe nie był jeszcze zadowolony.
- Jeśli mam szal, to mogę owinąć nim szyję i zabrać go ze sobą. Jeśli mam kwiat, mogę go zerwać i zabrać ze sobą. A ty nie możesz zrywać gwiazd.
- Nie, lecz mogę je umieścić w banku.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że ilość mych gwiazd zapisuję na kawałku papieru. Następnie zamykam ten papier na klucz w szufladzie.
- I to wszystko?
- To wystarczy.
(...)
- Ja posiadam kwiat, który podlewam codziennie. Posiadam trzy wulkany, które przeczyszczam co tydzień. Przeczyszczam także wulkan wygasły. Nigdy nic nie wiadomo. Jestem pożyteczny dla wulkanów, które posiadam, dla kwiatu, który jest mój. A jaką korzyść mają z ciebie gwiazdy?
Bankier otworzył usta, lecz nie znalazł odpowiedzi.

Nie można stworzyć sobie starych przyjaźni. Nie ma ceny skarb tylko wspomnień, tylu trudnych godzin przeżytych razem, tylu waśni, pojednań, porywów serca. Takie przyjaźnie nie są do odtworzenia. Sadząc dąb, daremnie cieszylibyśmy się nadzieją, że niebawem listowie jego użyczy nam cienia.

Dla jednego prawda znaczyła budować, dla drugiego sensem prawdy jest – mieszkać.

Nie moja to wina, że ciało ludzkie nie może przeżyć trzech dni bez wody. Nie myślałem, że aż tak dalece jestem więźniem źródeł. Nie podejrzewałem, że tak ograniczoną mam niezależność. Wydaje się, że człowiek może iść prosto przed siebie. Wydaje się, że człowiek jest wolny...Nie widać sznura, którym jestem przywiązany do studni, którym jak pępowiną, przywiązany jestem do trzewii ziemi. Jeśli pójdzie o jeden krok za daleko – umrze.

Powołanie pomaga człowiekowi wyzwolić się, to pewne, ale trzeba także wyzwolić powołanie.

Tym z nas, którzy zaznali olbrzymiej radości niesienia i doznawania pomocy na lotniczych szlakach Sahary, wszystkie inne rodzaje rozkoszy wydają się błahe.

Usiadłem naprzeciw jednej pary. Między mężczyzną i kobietą dziecko wcisnęło się jako tako i spało. Ale odwróciło się nagle we śnie i zobaczyłem jego twarz w nikłym świetle żarówki. Ach! Cóż to była za twarzyczka! Z tej pary narodził się ten jakby złocisty owoc. Z tych ciężkich łachmanów zrodziło się arcydzieło piękna i wdzięku. Pochyliłem się nad gładkim czołem, delikatnym zarysem ust i powiedziałem do siebie: oto twarz muzyka, dziecięcy Mozart, piękna zapowiedź życia. Mali książęta z bajki nie mogli być inni: otoczony opieką i staraniem, kształcony, wychowywany, kim mógłby zostać! Kiedy drogą skrzyżowań uzyskuje się nowy gatunek róży, wszyscy ogrodnicy są poruszeni. Izoluje się tę różę, pielęgnuje, otacza dbałością. Ale nie ma ogrodnika dla ludzi. Mały Mozart tak samo jak inni trafi pod walce maszyny. Największe swoje wzruszenie będzie czerpał z banalnej muzyczki w zaduchu tancbudy. Mozart jest skazany.

Tylko dzieci wiedzą, o co im chodzi - powiedział Mały Książę.
- Zabawiają się od niechcenia szmacianą lalką, a ona staje się dla nich czymś bardzo ważnym. Płaczą, jak im się ją zabierze...

Idąc z jednego pokoju do drugiego wdychałem unoszący się zapach starych księgozbiorów, który przedkładam nad wszystkie aromaty świata.

Jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, takim samym, jak sto tysięcy innych małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. A ty nie potrzebujesz mnie. Dla ciebie jestem po prostu lisem, jak sto tysięcy innych lisów. Ale jeśli mnie oswoisz, będziemy siebie nawzajem potrzebować. Ja stanę się dla ciebie jedynym na świecie.

Niepowodzenia krzepią silnych.

- Ludzie? Istnieje ich chyba sześciu czy siedmiu. Widziałem ich całe lata temu. Ale nikt nie wie, gdzie ich odnaleźć. Wiatr ich przerzuca z miejsca na miejsce. Są pozbawieni korzeni i na tym polega ich kłopot.

Pół godziny na pewno stracone. Riviere znał to uczucie zniecierpliwienia, (...) kiedy minuty upływają na darmo, nie chłonąc wyznaczonej im przestrzeni. Wielka wskazówka posuwała się teraz po martwym odcinku tarczy zegarowej - tyle wydarzeń mogłoby się na nim pomieścić.

Nie dziwmy się więc. Ten, kto nie podejrzewał, że ktoś nieznany w nim drzemie, i dopiero w piwnicy anarchistów w Barcelonie poczuł, jak ten ktoś budzi się w nim w atmosferze poświęcenia, solidarności, surowego ideału sprawiedliwości, ten będzie znał już tylko jedną prawdę: prawdę anarchistów. A ten, kto stał raz na warcie w klasztorach Hiszpanii, broniąc społeczności klęczących, przerażonych zakonnic, umrze za Kościół.

Czas, który upływa jest niszczycielem.