Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy science fiction

Zobacz listę pisarzy science fiction

Pisarze science fiction wg. narodowości

Fakt, że ludzie są obecnie jedynymi zwierzętami, jakie pozostały na Ziemi, może się wydać, przyznam, wątpliwym zwycięstwem.

(...) ale nie wolno krzywdzić kogoś, żeby ktoś inny mógł się pośmiać. Bo to się wtedy jedno z drugim jakby znosi i nikt na tym nie zyskuje.

Maszyny zaś ukończyły robotę w czasie krótszym niż trzeba, aby wymówić słowo »Tralfamadoria«.

Nie czyń pojazdom bliźniego, co twojemu niemiłe.

Niegdyś z takimi malunkami - w asyście przewijających je pomagierów - jeździli po całej północnej Europie prelegenci, zachęcający wszystkich ambitnych, zdolnych ludzi do porzucenia starego, wyczerpanego kontynentu i zagarnięcia pięknych, bogatych posiadłości w ziemi obiecanej, które aż się prosiły, żeby po nie sięgnąć.
Jakiż prawdziwy mężczyzna usiedziałby w domu, mogąc zgwałcić dziewiczy kontynent?

W końcu samiec porzucił to, czym się tak pilnie zajmował, a mianowicie totalne nieróbstwo. Dojrzał samicę. Odwrócił wzrok i zaraz potem znowu na nią popatrzył. Nadal nie ruszał się z miejsca i nie wydawał żadnych dźwięków. Zarówno samiec, jak i samica głuptaka potrafi dać głos, lecz w trakcie całego tańca godowego oboje milczeli jak zaklęci.

Ślepia miał jak wirujące sztuczne ognie. Zęby jak białe sztylety. Jego ślina to był cyjanek, a krew - nitrogliceryna.

Nie wiem czy mogłaś trafić na świecie w taki zakątek, gdzie znają gorsze upokorzenia niż samobójstwo osoby, którą się poślubiło.

Miałem przyjaciela, który sporo pił. Gdy ktoś pytał go, czy upił się poprzedniej nocy, zawsze bez namysłu odpowiadał: „Och, tak mi się zdaje”. Zawsze podobała mi się ta odpowiedź. Potwierdza ona, że życie to sen.

Dla takiego multiczęstotliwościowego ataku na delikatność uczuć należy stworzyć nową nazwę. Proponuję nazwać go blivit. To słowo, które w okresie mojego dojrzewania było definiowane przez rówieśników jako „dwa funty gówna w jednofuntowej torbie”.

- Nic na to nie poradzę - stwierdziłem. - Moja dusza wie, że mięcho źle postępuje, i się za nie wstydzi. Ale mięcho dalej działa po swojemu, czyli źle i głupio.
- O czym ty w ogóle mówisz? - spytał
- O duszy i mięchu, czyli ciele.
- To one istnieją osobno?
- Mam nadzieję - odparłem i roześmiałem się. - Wcale bym nie chciał brać odpowiedzialności za wszystko, co moje mięcho wyprawia.
Powiedziałem mu - i to prawie całkiem serio - że wszystkie ludzkie dusze (łącznie z własną) wyobrażam sobie jako coś na kształt giętkich neonówek tkwiących w ciele. Każda taka neonówka może tylko odbierać sygnały o tym, co dzieje się z mięchem, ale nie ma nad nim żadnej kontroli.
- Więc kiedy ktoś, kogo lubię, robi coś okropnego - dodałem - po prostu obłupiam go z mięcha i mu przebaczam.
- Obłupiasz?
- Tak jak dawniej wielorybnicy obłupiali ubitego wieloryba, kiedy już wyciągnęli na pokład - wyjaśniłem. - Zdzierali z niego skórę, warstwę tłuszczu i mięcho, aż zostawał sam szkielet. Ja w wyobraźni robię to samo z ludźmi: usuwam mięcho, żeby widzieć tylko ich dusze, a potem im przebaczam.

- Nigdy tak nie mówiłem.
- Ale inni mówili, a ty im wierzyłeś. To jeszcze gorzej. Jesteś faszystą, Wilburze. Tym właśnie jesteś.
- To jakiś absurd.
- Faszyści to podludzie, którzy wierzą, gdy ktoś im wmawia, że są nadludźmi.
- No, no... - mruknąłem.
- A potem chcą, by wszyscy inni zginęli.

- Młody człowieku, nie jesteś lepszy od Albańskiej Grypy i Zielonej Zarazy, skoro potrafisz zabijać dla zabawy.

- To straszne - jęknął. - Jeżeli pan myśli, że to straszne - odparłem, pukając się czubkami palców w czoło - powinien pan zobaczyć, jak wygląda tutaj.

- Nienawidzę ich - powiedziała Sophie.
- Proszę cię bardzo - odparłem. - O ile wiem, w nienawiści nie ma nic złego.

Warunkiem zdrowia są humanitarne poglądy.

Nie mam zamiaru przedstawiać tego bełkoczącego lewiatana jako religijnego hipokrytę, nic mnie też do tego nie uprawnia. Po prostu tak dalece otworzył się na pociechę, jaką daje wiara, że stał imbecylem.

Twoja świadomość. (...) Jest to nowa jakość we wszechświecie, istniejąca dzięki istotom ludzkim. Od teraz fizycy, badając tajemnicę kosmosu, będą musieli uwzględniać nie tylko energię, materię i czas, ale również coś zupełnie nowego i pięknego - ludzką świadomość.

Odkryłem, że aby uzyskać donośny śmiech, trzeba lekki żart podszyć poważniejszą tragedią, której nie potrafiłaby znieść większość śmiertelników.

Wiozłem ze sobą dwie książki, które miałem zamiar czytać w samolocie. Jedną z nich były Słowa na wiatr Teodora Roethke i oto co w niej znalazłem:

– Budzę się, aby śnić, i wkraczam w sen powoli
Tam, gdzie strach się nie czai, szukam przeznaczenia.
Idąc, uczę się drogi, którą zmierzać muszę.

Drugą książką był Céline i jego wizja Eriki Ostrovskiej. Céline był dzielnym francuskim żołnierzem w pierwszej wojnie światowej – dopóki nie został raniony w głowę. Od tego czasu nie sypiał i słyszał głosy. Został lekarzem i w dzień leczył biedaków, zaś nocami pisał swoje groteskowe powieści. Nie ma sztuki bez tańca ze śmiercią, pisał Céline. “Prawdą jest śmierć – pisał. – Walczyłem z nią pięknie, jak długo mogłem...tańczyłem z nią, stroiłem ją, nadskakiwałem jej...obwieszałem ją serpentynami, łaskotałem." Czas był jego obsesją. Panna Ostrowsky przypomniała mi zadziwiającą scenę ze Śmierci na raty, gdzie Céline, chcąc zatrzymać kłębiący się na ulicy tłum, krzyczy na papierze: “Zatrzymajcie ich...nie pozwólcie im zrobić ani kroku dalej...Niech zastygną w bezruchu raz na zawsze!...Tak, żeby już nigdy nie zniknęli!