Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy science fiction

Zobacz listę pisarzy science fiction

Pisarze science fiction wg. narodowości

- Może mu pan powiedzieć, że on nie jest dla mnie wzorem, ale może mu pan też powiedzieć, że dzięki niemu wzorem dla mnie stał się Jezus.
- Myślę, że ta wiadomość sprawi mu przyjemność.
- Guzik mnie to obchodzi. To jest sprawa pomiędzy Jezusem i mną.

Toczyła się jeszcze druga wojna światowa. Był na wojnie pomocnikiem kapelana. W amerykańskim wojsku pomocnik kapelana jest zazwyczaj ogólnym pośmiewiskiem. Billy nie stanowił wyjątku. Nie mógł ani zaszkodzić wrogom, ani pomóc przyjaciołom.

- Kiedy wieszano Hoessa - powiedział mi - związałem mu paskiem nogi w kostkach.
- Czy odczuł pan z tego powodu jakąś satysfakcję?
(...)
- Przestałem cokolwiek odczuwać (...) Jak skończyliśmy wieszać Hoessa, spakowałem swoje rzeczy, żeby jechać do domu. Walizka miała zepsuty zamek, więc ściągnąłem ją skórzanym paskiem. Dwukrotnie w ciągu godziny wykonałem tę samą pracę: raz przy Hoessie i raz przy walizce. Nie czułem żadnej różnicy.

Ten mój zaszczurzony strych miał jedną dobrą rzecz: tylne okno wychodziło na mały prywatny park, miniaturowy Eden złożony z dwóch podwórek. (...) Był wystarczająco duży, żeby dzieci mogły się w nim bawić w chowanego.
Często dobiegały mnie z tego małego Edenu dziecięce krzyki (...) nawoływania oznaczające, że zabawa w chowanego dobiegła końca i ci, którzy się jeszcze chowają, mają wyjść z ukrycia, bo czas iść do domu.
To zawołanie brzmiało: "Zbite szklanki!".
Ja też, ukrywając się przed wieloma ludźmi, którzy chcieli zrobić mi coś złego albo mnie zabić, często pragnąłem, żeby ktoś zawołał tak na mnie, kończąc moją niekończącą się zabawę w chowanego słodkim i żałobnym...
"Zbite szklanki!".

Mój przypadek jest inny. Ja zawsze wiem, kiedy kłamię, potrafię wyobrazić sobie okrutne konsekwencje tego, że ktoś uwierzy w moje kłamstwa, wiem, że to okrucieństwo jest złe. Ja nie potrafiłbym skłamać i nie zauważyć tego, byłoby to tak samo niemożliwe jak nieświadome urodzenie kamienia nerkowego.
Jeżeli po tym życiu jest jakieś inne, bardzo bym chciał w tym następnym urodzić się jako ktoś, o kim można powiedzieć "Przebaczcie mu, bo nie wie, co czyni".

Ten nowy materiał wybuchowy uchodził w oczach wojskowych naukowców za wielkie dobrodziejstwo. Jak długo zabijali ludzi przy użyciu konwencjonalnej, a nie nuklearnej broni, tak długo chwalono ich jako humanitarnych polityków. Wydawało się, że dopóki nie zostanie użyta broń atomowa, dopóty nikt nie nazwie po imieniu całego tego zabijania, które odbywało się od zakończenia drugiej wojny światowej, a które było, w rzeczy samej, trzecią wojną światową.

Jest takie ciało niebieskie w Układzie Słonecznym, którego mieszkańcy są tak głupi, że przez milion lat nie załapali, iż ich planeta ma drugą półkulę. Przyszło im to do głowy dopiero pięćset lat temu! Zaledwie pięćset lat temu! Niemniej mieszkańcy nazywają siebie Homo Sapiens.

Pamiętam dyskusję wokół pewnego śmiałego artykułu, który ukazał się podówczas w prasie. Artykuł dotyczył częstotliwości stosunków płciowych wśród różnych grup zawodowych mężczyzn amerykańskich. Największy temperament stwierdzono u strażaków, który kochali się dziesięć razy na tydzień. Najmniejszy – u wykładowców wyższych uczelni, którzy kochali się raz w miesiącu. A mój kolega z roku, który koniec końców poległ w drugiej wojnie światowej, smętnie pokręcił głową i westchnął: „O rany, co ja bym dał, żeby zostać wykładowcą na wyższej uczelni!”.

- Przypatrz się, Wuju, jaki śmieszny karakan.
Wujo rzucił się Boazowi do gardła.

- Dobrze się czujesz, kumplu? – indagował Boaz.
-Tak, kumplu, a bo co, kumplu? – odparł Wujo. – Wczoraj, jak spałeś, kumplu, wyciągnąłem ci, kumplu, tę zabawkę z kieszeni i rozmontowałem ją, kumplu, i wybebeszyłem, kumplu, i napchałem, kumplu, papierem toaletowym. A teraz, kumplu, siedzę sobie na pryczy i trzymam, kumplu, załadowany karabin, a ten karabin wycelowany jest w ciebie, kumplu – i co ty, sieroto, myślisz teraz zrobić?

Jak mógłbym opisać schyłkowe lata Kapitana? Można powiedzieć, że czuł się zrezygnowany i zrozpaczony. Rzecz jasna, by czuć się w ten sposób, nie musiał koniecznie zostać rozbitkiem na Santa Rosalii.

Nie nadajemy się do pracy i walki w wielkich hordach, do kierowania się ślepym instynktem i niczym więcej, do bezrozumnego życia w ciemnym, wilgotnym mrowisku bez zastanawiania się dlaczego.

Jednak od czasu do czasu zdarzały się niespodziewane i dobre rzeczy. Manna z Nieba, chciałoby się powiedzieć, choć nie w takich ilościach, żeby można nazwać życie miską konfitur wiśniowych ani nawet niczym, co by je przypominało.

Wracając do roku 1933: (...) Wielki kryzys trwał, tak więc na stacji i ulicach roiło się, podobnie jak dziś, od bezdomnych. W gazetach, podobnie jak dziś, pełno było artykułów o zwolnieniach z pracy, przejmowaniu zadłużonych farm oraz plajtach banków. Moim zdaniem zmieniło się tylko tyle, że dzięki telewizji potrafimy ukryć wielki kryzys. Może nawet ukrywamy trzecią wojnę światową.

Ale w Europie Cyganów pozostało niewielu. Większość wyłapano i zagazowano w obozach koncentracyjnych, co wszystkim odpowiadało. No bo kto lubi złodziei?

Wielkim oszustwem naszych czasów jest przekonanie, że wiedza zastąpiła religię. Wiedza jedynie nadwątliła prawdziwość historii o Adamie i Ewie oraz o Jonaszu i wielorybie. Reszta trzyma się dobrze, zwłaszcza lekcje o sprawiedliwości i dobroci. Ludzie, którzy uważają te przesłania za nieistotne w dwudziestym wielu, po prostu używają nauki jako pretekstu dla chciwości i brutalności.

Francuski pisarz Louis-Ferdinand Celine pisał o swym znajomym lekarzu, który miał obsesję godnej śmierci.
I rzeczywiście: skonał w konwulsjach pod fortepianem.

Ocknął się na krześle zwróconym ku scenie. BYł już po kolacji i teraz oglądał Kopciuszka. Jakaś część jego świadomości bawiła się już widocznie od dłuższego czasu, gdyż ryczał ze śmiechu.
Role kobiece grali oczywiście mężczyźni. Zegarł właśnie wybił północ i Kopciuszek lamentował:
O Boże Wielki, już bije dwónasta.
Zasraneż moje szczęście, biednaż ja niewiasta!

Nauczyłem się opisywać swoich rodziców jako ludzi dużo bardziej atrakcyjnych niż w rzeczywistości, po to, żeby ci, którzy nic o nich nie wiedzieli, mieli o mnie lepsze mniemanie.

Wszystkie kobiety miały duże mózgi (...) ale zbytnio ich nie wykorzystywały z następującego powodu: oryginalne myśli mogły człowiekowi narobić wrogów, a kobiety, jeżeli chciały osiągnąć jaki taki dostatek i bezpieczeństwo, potrzebowały jak najwięcej przyjaciół.