Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Pisarze wg. narodowości

Gdyby mi ktoś 60 lat temu, gdy stałem skulony na placu apelowym KL Auschwitz, powiedział, że będę miał przyjaciół Niemców, obywateli demokratycznego i zaprzyjaźnionego kraju, tobym powiedział, że to wariat.

Gdyby obecny prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush obrażał się o każdą głupotę, pomówienie, obelgę, karykaturę, to powinien dwa razy w tygodniu ponieść próby samobójcze, ponieważ w jego własnym kraju, w jego własnej partii jest ostra krytyka jego działania. Trzeba mieć twardą skórę albo zajmować się hodowaniem kwiatków, a nie polityką.

Gdy ją poznałem, rozpoczynała chyba pracę w Bibliotece Narodowej w Warszawie, zdrowotnie poważnie już dotknięta ograniczeniami wynikającymi z długoletniej choroby serca i przedwcześnie postarzała: w wieku czterdziestu kilku lat wyglądała na starą kobietę. Duchem jednak pozostawała młoda, a jej kilkudziesięcioletnie zaangażowanie w kontaktach ze środowiskami ideowymi młodzieży syjonistycznej w przedwojennej Polsce i w warunkach okupacji na terenach okupowanych przez Związek Sowiecki, przez Litwę, przez Niemców, składały się na dorobek godny sensacyjnego filmu czy pióra wielkiego pisarza.

O Irenie Adamowicz, Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Źródło: Irena Adamowicz – osobowość niezwykła [w:] Larissa Cain, Irena Adamowicz. Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, wyd. W Drodze, Poznań 2011, ISBN 9788370337544, s. 6–7.
strona cytatu

Doskonałe kontakty z Komendą Główną AK, Delegaturą, PPS-WRN, a także z lewicą socjalistyczną miał dr Leon Feiner, autor jednego z najnowocześniejszych raportów żydowskiego podziemia do rządu w Londynie. Przed wojną był znanym, dobrze prosperującym adwokatem w Krakowie. Osadzono go w Berezie, na podstawie fałszywych oskarżeń o komunizm, być może dlatego jednym z jego okupacyjnych pseudonimów było »Berezowski«. Niewątpliwie lewicowiec. Na pewno nie był komunistą. Człowiek o dużym doświadczeniu społecznym, wielkiej inteligencji i poczuciu humoru. Wyglądał jak starszy szlagon, siwa czupryna, siwe wąsy, prowincjonalny szlachcic, który przybył do miasta, jak ze sztuk Michała Bałuckiego czy Józefa Blizińskiego.

...kiedy będę już wiedział, że gdy myślałem, że wiem, to było tylko istnienie, i że w końcu mnie zeżre, wraz ze śmierdzącym ciałem, męka bez form i stacji, i że choć o tym wiem, to i tak nie wiem nic, tylko krzyczę jak zawsze, bardziej lub mniej donośnie, bardziej lub mniej otwarcie. Krzyczmy więc, to podobno człowiekowi pomaga. Tak, krzyczmy, krzyczmy, tym razem, a potem może raz jeszcze, a potem pewnie koniec.

HAMM Wczoraj! Co to znaczy? Wczoraj!
CLOV (gwałtownie) To znaczy tego parszywego, pieprzonego dnia, który poprzedził ten parszywy, pieprzony dzień. Używam słów, jakich mnie nauczyłeś. Jeżeli nic już nie znaczą, naucz mnie innych. Albo pozwól mi milczeć.

Rodzina, praca, trzecia ojczyzna, dupy, forsa, sztuka i natura, sumienie, zdrowie, mieszkanie, Bóg i ludzie – same klęski.

Tu leży ten, co wiał z tego świata
Do tego stopnia, że dotychczas zmiata.

Urok naszego kraju – poza tym oczywiście, że mało jest zaludniony, chociaż prezerwatywy, nawet te najmocniejsze, są tu nie do zdobycia – polega na tym, że wszystko pozostaje bezpańskie z wyjątkiem archaicznych ekskrementów Historii. Zbiera się je zawzięcie, wypycha trocinami i wystawia na pokaz. Patrioci się roją – węsząc na czterech łapach, z rozognionymi twarzami – wszędzie, gdzie czas posadził jakąś potworną kupę.

To, co nazywają miłością, to wygnanie, z pocztówką z bliskich sobie okolic, od czasu do czasu.

Mówi się ludziom zaledwie, że chce się wyciągnąć nogi, a oni od razu widzą całe ciało jak długie. To, nad czym się biedziłem w mym jednostkowym królestwie, a co moja pozycja – pozycja mego ciała – oddawała zaledwie w ogromnym przybliżeniu i w dosyć płaski sposób, to była sjesta umysłu, uśpienie własnego ja i myśli o tej resztce zatruwających drobiazgów, które zwie się nie-ja, a nawet, skrótowo światem.

VLADIMIR Przecież nie możesz chodzić boso.
ESTRAGON Jezus chodził.
VLADIMIR Jezus! Co to ma wspólnego. Nie zamierzasz się chyba z nim porównywać?
ESTRAGON Całe życie się z nim porównuję.
VLADIMIR Ale tam, gdzie on żył, było ciepło!
ESTRAGON Tak. I szybko krzyżowali.

Nie dotykaj mnie! Nie pytaj mnie o nic! Nie mów nic do mnie! Zostań ze mną!

HAMM Zapomniała o nas natura.
CLOV Nie ma już natury.
HAMM Nie ma natury! Przesadzasz.
CLOV W pobliżu.
HAMM Przecież oddychamy, zmieniamy się! Tracimy włosy, zęby. Świeżość! Ideały!
CLOV No to nie zapomniała o nas.

Bo jak można lepiej wielbić Wszechmogącego, niż chichocząc wraz z nim z jego żarcików, zwłaszcza tych słabszych?

Swego czasu, nie przeczę, parałem się astronomią. Potem przez kilka lat babrałem się w geologii. Potem mnie upieprzyła, na krótko, antropologia i kilka innych dziedzin, jak na przykład psychiatria, które są z nią związane, to znowu nie związane, po czym znowu związane, w zależności od tego, co ostatnio odkryto. W antropologii najbardziej brała mnie jej negacja, jej nieugięte dążenie, by określać człowieka, jak określa się Boga, to znaczy przez to, czym nie jest. Lecz moje pojęcie o tym było nad wyraz mgliste, brakowało mi właściwie znajomości człowieka i nie za bardzo wiedziałem, co znaczy właściwie być. Ach, próbowałem wszystkiego. Na koniec zaszczyt władania moimi ruinami przypadł w udziale magii i nawet jeszcze dziś, kiedy się tam przechadzam znajduję jakieś jej ślady. Najczęściej jednak to miejsce nie ma żadnego planu ani żadnej granicy, i wszystko w nim, po materię, która się na nie składa, nie mówiąc o jej porządku, jest dla mnie nieprzeniknione.

I nie jest naprawdę ważne, czy powiem to, czy tamto, czy jeszcze coś innego. Mówienie to tworzenie. Oczywiście pozorne. Niczego się nie tworzy; wydaje się, że się tworzy, że się udaje wymknąć, a duka się tylko swą lekcję, strzępy wyuczonego, zapomnianego zdania, życie wyzute z łez, to właśnie nad nim się płacze. E tam, szlag by to trafił!

- Nie trzeba się z tego śmiać
- Dlaczego zawsze się z tego śmiejesz? (...)
- Nic nie jest tak śmieszne jak nieszczęście, zgadzam się z tobą. Tylko że...
- (zgorszony) No wiesz!
- Tak - tak, to najzabawniejsza rzecz pod słońcem. I z początku śmiejemy się, śmiejemy do rozpuku. Tylko że nieszczęście zawsze jest takie samo. Tak, to jak dobry dowcip opowiadany nam zbyt często, nadal uważamy go za dobry, ale nie śmiejemy się już.

Cudowne chwile zanim oko przyzwyczai się do ciemności.

Sapo i ptaki, Moll, wieśniacy, ci, którzy szukają w mieście, szukają się
wzajemnie i od siebie wzajemnie odchodzą, moje wątpliwości, które mnie
nie interesują, moja sytuacja, rzeczy posiadane (...) Tak, nie ma co udawać,
ciężko jest wszystko opuszczać. Zżarte strachem oczy zatrzymują się nędz­nie na wszystkim, o co tak długo błagały w ostatniej modlitwie, prawdziwej
modlitwie wreszcie, tej która prosi o nic.