Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Krąg pierwszy

Inne książki Aleksandra Sołżenicyna:
Archipelag Gułag Dwieście lat razem. Część 2 Jeden dzień Iwana Denisowicza i inne opowiadania Morelowe konfitury Oddział chorych na raka Rosja w zapaści

Nie tylko każdy inżynier i tłumacz instytutu, lecz również monterzy, tokarze, frezerzy, wszyscy chyba aż do przygłuchego i głupawego stolarza włącznie - wiedzieli, że całe to urządzenie powstaje według amerykanskich wzorów, ale w mocy była powszechna umowa, że istnieją tylko wzory krajowe: dlatego też amerykańskie pisma fachowe ze schematami i teoretycznymi artykułami o klippingu, które sprzedawano w Nowym Yorku w kioskach gazetowych, tu były ponumerowane, spięte sznurkami, opatrzone tajną klauzulą i chowane pod pieczęcią w kasach ogniotrwałych - żeby ich właśnie amerykanski szpieg nie wziął do ręki.

Dla matematyka nie ma żadnych niespodzianek w historii 17-ego roku. Przecież tangens przy parametrze 90-ciu stopni wznosząc się w nieskończoność, natychmiast wpada w przepaść nieskonczonej ujemnej. Podobnie też Rosja, która po raz pierwszy wzniosła się na wyżyny nie znanej przedtem wolności, natychmiast runęła w przepaść najgorszej tyranii.

s. 30.

Cała historia - to jedno wielkie kurewstwo! Jak złapiesz kogo za głowę - już pieczyste gotowe. Nic w niej nie jest słuszne ani niesłuszne! I nie ma czego ludziom wskazywać! I nie ma żadnych celów!...s. 75.

(...) wszystkie teorie sceptycyzmu czy tam agnostycyzmu lub pesymizmu, bez względu na to jak zmyślne i bezpardonowe - są (...) już w samym założeniu skazane na bezpłodność. Nie mogą przecież wskazywać ludziom drogi do działania - bo ludzie nie mogą zatrzymać się w drodze, a zatem nie mogą też wyrzec się teorii utwierdzających ich w czymś, wskazujących jakąś drogę. (...) Zrozum, ja sam uważam, że sceptycyzum bardzo jest ludzkości potrzebny.. Potrzebny jest, aby wbić klina w te zakute łby, żeby zatkać te fanatyczne gęby. Na rosyjskiej glebie jest szczególnie potrzebny, chociaż nadzwyczaj trudno go tu zaszczepć. Ale sceptycyzm nie może stać się twardym gruntem dla ludzkości. A jakiś grunt jest chyba potrzebny? (...)
Wątpliwości są dobre i potrzebne, ale czy człowiek nie musi w końcu czegoś kochać?

s. 76.

Stary wróg, tłusty Churchill, świnia w sam raz na szaszłyk, przyleciał, żeby nacieszyć się cudzym nieszczęściem i wypalić na Kremlu parę cygar. Zdradzili Ukraińcy (w 44-ym roku roił mu się taki zamiar, żeby wysiedlić całą Ukrainę na Sybir, tylko kto by ich zastąpił, za dużo ich); zdradzili Litwini, Estowie, Tatarzy, Kozacy, Kałmucy, Czeczeńcy, Ingusze, Łotysze - nawet Łotwa, ta podpora rewolucji! I nawet swoi, to znaczy Gruzini, których chronił przed mobilizacją - też jakby czekali na Hitlera. I wiernymi swojemu Ojcu okazali się jedynie Rosjanie i Żydzi.
W ten sposób nawet kwestia narodowa, jego specjalność, zadrwiła sobie z niego... Ale, chwała Bogu, również te kłopoty się skończyły. Sporo zyskał, gdy udało mu się ograć Churchilla i tego świętoszka Roosevelta. Tak, jak teraz z tymi dwoma niedorajdami, udało mu się tylko raz, na początku lat dwudziestych. Kiedy miał odpowiadać na ich listy albo kiedy w Jałcie przerywał rozmowy i wracał do swoich komnat - to ledwie tłumił śmiech. Działacze państwowi! Uważają się za mędrców - a tymczasem głupi jak oseski. Wciąż wypytują: a jak to będzie po wojnie, jak to będzie? Wysyłajcie tymczasem samoloty, przysyłajcie konserwy, a jak się później świat urządzi, to dopiero zobaczymy. Rzuci im człowiek jakieś słówko, byle jakie słówko, a ci już się cieszą, już je wpisują do protokołu. Zrobi człowiek wzruszoną, życzliwą minę, a ci rozpływają się w dwójnasób. Dostał od nich za bezdurno, za funt kłaków: Polskę, Saksonię, Turyngię, własowców, kozaków Krasnowa, Wyspy Kurylskie, Sachalin, Port Artura, pół Korei, omotał ich nad Dunajem i na Bałkanach.

Przywódcy chłopskich stronnictw zwyciężali w wyborach i od razu szli do więzienia. Żwawo załatwiono Mikołajczyka, Beneszowi serce nawaliło, Masaryk wyleciał przez okno, kardynał Mindszenty przyznał się do zbrodni, a Dymitrow w kremlowskim szpitalu, na kardiologii, wyrzekł się swojego głupiego pomysłu Federacji Bałkańskiej.
I posłano do obozów wszystkich sowieckich ludzi, którzy zasmakowali europejskiego życia. I wrzepiono następne dziesięć lat wszystkim, którzy tylko raz siedzieli.
No, teraz już wszystko zaczynało dobrze się toczyć, tak się zdawało.

Zaufał zaś - jednemu tylko człowiekowi, jemu jedynemu w ciągu całego swego, pełnego podejrzeń, życia. Ten człowiek na oczach całego świata okazał tyle zdecydowania i w przyjaźni, i w nienawiści, z takim rozmachem obrócił hołoble, żeby podać przyjazną dłoń wczorajszemu wrogowi. To nie był gaduła, to był człowiek czynu.
I Stalin mu wierzył.
Człowiekiem tym był Adolf Hitler.
Z aprobatą i złośliwą uciechą Stalin przyglądał się, jak Hitler gromił Polskę...

Chorobrow zawahał się, ale poszukał artykułu Aleksego Tołstoja, który tego nazwiska nie powienien był używać, gdyby miał trochę sumienia. Zanalazł słowa pisane w czerwcu czterdziestego pierwszego roku: "Niemeieckie żołdactwo, zmuszone do walki terrorem i ogarnięte szałem, natknęło się na granicy na mur żelaza i ognia". Chorobrow zaklął szeptem, zatrzasnął i odrzucił tom. Do jakiejkolwiek książki zaglądał, zawsze dostawał z niej dziucha w punkt najbardziej bolesny, wszystko stało się jednakowo bolesne. Na swoich podmoskiewskich, świetnie urządzonych daczach, gdzie lodówki elektryczne zainstalowano jeszcze przed wojną, ci rządcy dusz pozwalali sobie na ton wszechwiedzącej wyroczni, chociaż słuchali tylko radia i widzieli tylko swoje klomby. Półpiśmienny kołchoźnik wiedział o życiu więcej od nich.

s. 201.

Litera instrukcji wprawdzie bezpośrednio nie zabraniała łez, ale jej prawdziwy duch nie dawał na nie prawa.

s. 267.

Tak tam studiowano literaturę, jakby wszystko na świecie było realne, prócz tego właśnie, co człowiek widzi oczami.

s. 276.

Kiedy siedziałem na Łubiance we dwójkę z księciem Esterhazym, wynosząc, jak pan może sobie wyobrazić, kibel w dni parzyste, a on w nieparzyste i ucząc go rosyjskiego według "Regulaminu więziennego" na ścianie - podarowałem mu na urodziny trzy guziki z chleba - bo mu poobcinali wszystkie, co do jednego - i wtedy mi przysięgał, że nawet od nikogo z Habsburgów nigdy nie dostał prezentu bardziej na czasie.
[inż. Potapow] s. 194.

[Rubin] - Dla mężczyzny jest dosyć obojętna jakość kobiety, zależy mu zaś - dziwna rzecz - na ilości. Dzięki temu zostaje na placu bardzo mało kobiet pominiętych.
- I dlatego to działalność donżuanów jest dobroczynna! - Sołogdin podniósł rękę w eleganckim, uprzejmym geście.
- Kobiety natomiast dbają o jakość, trzeba wam wiedzieć! - potrząsnął dłygim palcem Kondraszow. - Ich zdrady to akty poszukiwania jakości! - i w ten sposób doskonali się progenitura.

s. 388.

W czterdziestym piątym roku Czang Kaj-szek był naszym sojusznikiem. W czterdziestym dziewiątym udało się go obalić - a więc został gadem i mówiło się k l i k a. Teraz znowu próbują obalić Nehru i piszą, że jego reżim w Indiach podparty jest policyjnymi pałkami. Jeśli uda się go utrącić, to będą pisać: klika Nehru, która uciekła na wyspę Cejlon. Jeżeli się nie uda, to pisać o nim będą - nasz szlachetny przyjaciel Nehru. Bolszewicy tak bezwstydnie przystosowują się do chwilowego stanu rzeczy, że przydałoby się teraz jeszcze raz przeprowadzić powszechny chrzest Rusi, a już by oni wyszukali w dziełach Marksa jakąś odpowiednią wskazówkę, powiązaliby ten chrzest z internacjonalizmem i ateizmem.

s. 515.

Wiara w niemiertelność zrodziła się z żądzy trapiącej ludzi nienasyconych, bez umiaru i rozsądku wykorzystujących ten czas, jaki nam darowała natura. Ale mędrzec potrafi uznać ten czas za wystarczający do obejścia całego kręgu dostępnych człowiekowi rozkoszy, kiedy zaś nadejdzie chwila śmierci - potrafi odejść od stołu życia, ustępując innym Mędrcowi dość jest jednego ludzkiego życia, głypiec zaś nie wiedziałby, co począć z całą wiecznością." Epikur

s. 588.

Na ulicach Moskwy raz po raz spotkać można autofurgony do przewożenia żywności, bardzo czyste, odpowiadające wszelkim sanitarnym wymogom. Trudno nie uznać zaopatrzenia stolicy za doskonałe.

Toż roboty huk, trzeba oszczędzać nerwy oprawców.

- A dlaczego to siadacie bez pozwolenia?
Bobynin zerknął od niechcenia na ministra kończąc jednocześnie manewry z chustką i odparł całkiem po prostu:
- A bo widzicie istnieje takie chińskie przysłowie: stać jest lepiej niźli chodzić, siedzieć - lepiej niźli stać, a najlepiej to już leżeć.

s. 91.

- A nie mógł pan po prostu pracować?
- "Po prostu" wiele człowiek nie zarobi. Cierpliwością i pracą ludzie zdrowie tracą, wie pani?

s. 267.

Dlaczego nie wierzyć żywemu człowiekowi? Prędzej uwierzę niż książce, co ma milion egzemplarzy nakładu...s. 271.

Nadzorca stał o pół metra od stolika i - tęgi, podobny do buldoga - patrzył z góry na tę parę z takim skupieniem i taką pogardą, jaką widać na mordach kamiennych lwów patrzących sprzed wrót na przechodniów.

s. 256.