Moja twarz, moje serce nic dla innych nie znaczyły. Należały jedynie do martwego ciała. Moje serce i serce kogoś innego mijają się na ulicy. Cześć, mówię. Cześć, odpowiada tamten. To wszystko. Nikt nie podnosi ręki. Nikt się nie odwraca. Gdybym wetknął sobie w uszy po gardenii i na ręce nałożył płetwy, może parę osób by się odwróciło. Ale na tym koniec. Po trzech krokach wszyscy by zapomnieli. Ich oczy niczego nie widzą. Moje też nie. Miałem wrażenie, że stałem się pusty. Być może nie będę mógł już niczego nikomu ofiarować.
