Gdyby nie to, że tego typu teksty pojawiają się regularnie w prasie i są właściwie na porządku dziennym, nie sądzę, żeby ludzie interesowali się tak bardzo życiem gwiazd. Zwłaszcza, że wiedzą o nim tak mało.
Wtedy współczułbym kochanemu Bogu. Teoria jest poprawna.