Byłam bardzo nieszczęśliwa, załamana nawet. Nie istniałam. W środku pusta. Czułam się jak moi najbliższy sąsiedzi, nawet gorzej. Funkcje życiowe działały, ale beze mnie. Nie czułam ciężaru swojej duszy, która waży - zdaję się- niezależnie od tego, czy ktoś jest gruby czy chudy, duży czy mały, młody czy stary, dwadzieścia jeden gramów. Ale ponieważ nigdy nie miałam skłonności do dramatyzmu, postanowiłam, że tak dalej być nie może. To nieszczęście musi się przeciez kiedyś skończyć.
