Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj
Eliza Orzeszkowa

Eliza Orzeszkowa cytaty

Eliza Orzeszkowa (ur. niedziela, 6 czerwca 1841; zm. środa, 18 maja 1910) przeżyła 68 lat, 11 miesięcy i 12 dni

Eliza Orzeszkowa była pisarką okresu pozytywizmu, działa na rzecz emancypacji kobiet. Dwukrotnie nominowana do Literackiej Nagrody Nobla.

Książki Elizy Orzeszkowej:

A...B...C... Ad astra: dwugłos Anastazja ...i pieśń niech zapłacze Bene nati Cham Cnotliwi Co mówił stary klon? Gloria victis Julianka Marta Meir Ezofowicz Mirtala Na dnie sumienia. Nad Niemnem Opowiadania Pamiętnik Wacławy Panna Antonina Porcelanka Tadeusz Z myśli wieczornych
⇓ ⇓ pokaż więcej książek ⇓ ⇓

Strona numer 6

Bywają też ludzie, którzy spełniają wszystkie swoje marzenia i od zbytku tego szczęścia stają się... nieszczęśliwymi.

W drodze do uczynków, o których nawet nie wiedzieli, że noszą je w sobie.

Antolka, Elżunia, dwie inne jeszcze dziewczyny wyprostowały się na zagonach i z uśmiechami, z niedowierzaniem, ale bez zdziwienia, patrzały na schylającą się ku zbożu pannę, ...

Słonko małego ptaszka nie widzi, jednakowoż on śpiewać zaczyna, kiedy ono wzejdzie, i nikt jemu tego zabronić nie może, bo choć on w niskim krzaku mieszka, ale swoje śpiewanie i swoją wolność ma!

- Ojcze mój! do grobu, do ostatniego tchnienia wdzięcznym ci będę żeś mię nigdy od reszty ludzkości nie oddzielał, piedestałów mi nie budował, na królewicza i samoluba mię nie chował. Gdyby nie ty, od kolebki pewno owinięto by mię w watę zbytku i zamknięto w klatkę przesądu. (...)
Benedykt, ręką jeszcze oczy zasłaniając, z przyczyniającym się na ustach uśmiechem pod wąsami mruczał:
- No, tak, tak, chłopcze! Nie zgłupiałem przecież do tego stopnia, aby myśleć, że syn mój z innej gliny niż inni ludzie ulepiony, i nie spodlałem tak, aby poddać się woli bab, które by z mego dziecka zrobiły ładnie ufarbowany gałganek!

Prawie nikt o tym nie wie, dlatego, że są małe; a tak to już jest na świecie, że łatwiej u wielkich dostrzec pyłek piękności, aniżeli ogrom jej u małych.

Żaden człowiek siły swojej nie zna, nim jej w potrzebie z siebie nie dobędzie.

Poić istotę kochaną wszystką słodyczą uczuć, które w nas wlała natura, być dla niej nasyceniem, obroną, ciepłem, dobrą radą i wzajem te dobra niewymowne od niej otrzymywać, nie znaczyż to wyłowić perłę najcudniejszą z gorzkich nurtów życia, posiadać klejnot najdrogocenniejszy w oprawie kryształowej?

Jak stopniowo ciemnieje w sobie, słabnie, gaśnie człowiek, ciężko i nieustannie smutny.

Są pory w życiu człowieka, w których jedyną pracą, jedynym czynem, jedyną zasługą może być tylko cierpliwe, bez skarg i gniewu znoszenie życia. Nic podźwignąć i nic dokonać już nie można, oprócz wzniesienia duszy swojej nad małości tego świata i powściągnięcie jej od wylewania na świat tych ciemności i goryczy, któremi on ją napoił.

Przeznaczenie welonem tajemnicy osłonięte trzyma w dłoni kołczan z tysiącem trafów, którymi uderza w ludzi i rzuca nimi jak piłkami po świecie przestrzeni i po świecie zdarzeń.

Czasem też wyobrażała sobie, że jest drobnym robaczkiem, uwijającym się, o ile tylko sił starczyło, u podstaw wyniosłej, aż niebotycznej budowy. U podstaw, wyraz ten gdzieś słyszała, czytała. Otóż była tam teraz. Wyżej promiennie było i świetnie. Ludzie tam dźwigali i kuli marmury drogocenne, ściągali z nieba promienie słońca, szukali klejnotów, świat i siebie stroili w blaski. Ona, razem z mnóstwem podobnych sobie maluczkich istot, zbierała w cieniu drobne pyłki, ale tak zupełnie poprzestawała na tem, że przed jej wyobraźnią przyszłość stawała pogodna, pełna, i nawet z owej górnej tęczy na zawsze niemego uczucia nie spadała na wargi jej żadna kropla goryczy, tylko spływało czasem trochę tęsknoty i smutku...

Mimo woli wspomnieć tu trzeba o tych, którzy sadzili te ogromne drzewa i żyli w tym stuletnim domu, o tej rzece czasu, która nad tym miejscem przepłynęła, to cicha, to szumna, lecz nieubłaganie unosząca z sobą ludzkie rozkosze i rozpacze, grzechy i - prochy.

Jak zobaczyłem, że pani tu siedzi, jakby mnie słońce przed oczami zaświeciło...

Czasem zdawać się mogło, że zapominał mówić, tak był milczącym.

- w domu u was wszyscy zdrowi?
- a zdrowi, chwała Bogu!

Ot, i poruszyła baba rozumem, jak ciele ogonem!

Dziś jest, myślałam sobie, a jutro rozwieje się i zniknie.

Otóż tu, obok niezaprzeczalnej większości, która z powodu braku powietrza i światła (…) choruje na różne starożytnicze manie, jako: polonizacji, opatrznościowej misji względem sąsiednich plemion, patriotycznego szowinizmu, (…) istnieje także spora ilość umysłów szerokich i wolnych, uważających wszelkie rusyfikacje, polonizacje i germanizacje za równe sobie niedorzeczności i występki, umiejących bardzo dobrze godzić patriotyzm polski (…) z oddawaniem innym tego, co im się należy z ciepłą, pełną życzliwości i najlepszych chęci sympatią dla innych.

To tak zupełnie wygląda jakby w jednym człowieku dwóch ludzi...

Galeria - kliknij aby powiększyć