Chcą szczęścia. Proszą, by im, żywym, Szczęście na wichrze wierszy przywiać - Jednym to małe: "Być szczęśliwym", Innym to wielkie: "Uszczęśliwiać".
Zasada św. Inkwizycji: Haeresis est maxima opera maleficarum non crede. Wielką herezją jest niewiara w czyny czarownic.
- Mamusiu, z czego się robią dzieci? Na to pytanie proponuję dwa rodzaje odpowiedzi. Jeśli dziecko jest jeszcze za małe, aby mogło zrozumieć prawdę, należy odpowiedzieć: - "Dzieci powstają z nadmagnezjanu chloru potasu". - Jest to odpowiedź bardzo zręczna, gdyż dziecko przeważnie nie może spamiętać tej długiej nazwy i gdy powtórzy to w szkole lub kawiarni starszemu koledze, nigdy się nie wyda, żeśmy dali fałszywą informację, i w ten sposób autorytet rodziców zostaje zachowany. Gdy dziecko zapamięta i po paru latach, wiedząc już, o co chodzi, przypomni z wyrzutem, że się je oszukało, można pętakowi wmówić, że przekręciło słowo "potas". Inna odpowiedź powinna być stosowana wobec dzieci już większych. Jeśli chodzi o chłopców i dziewczęta w wieku dojrzewania, należy odpowiedzieć: "Dzieci powstają z zaniedbania i lekkomyślnego zapuszczenia ciąży".
Ale jawnego buntu dopuściliście się o tu: "Zabrał mi wszystko, Jaśko mój sokół. Pisze się Jaśko, a znaczyć ma Wańka. Pisze się Halka, znaczyć ma Polska. I Jaśko sokół zabrał. Co?..."
- Mamusiu, czego chciała ode mnie ta pani, co stoi zawsze u nas na rogu ulicy? Na to odpowiemy: "A won, ty bydlaku! Stare chłopisko, kobity go na ulicy zaczepiają, a on się pyta mamusi".
- Tatusiu, dlaczego tatuś jest taki czerwony, gdy ściska służącą? Jest to bardzo typowe pytanie, na które należy odpowiedzieć, przerzucając zręcznie sprawę na tło społeczne. Mówimy więc poważnie: "Tak, moje dziecko, służąca należy do proletariatu, a ludzie, którzy zbliżają się do proletariatu, są czerwoni. Możesz o tym, dziecko, przeczytać w Płomyku i Ilustrowanym Kurierku. Gdy dziecko zacznie się mądrzyć, że to nie to samo, możemy dodać: Paszoł won, szczeniaku.
Lecz wierz mi, wierz mi - wiem coś o tem - Gorszą jest bestią Podejrzenie. Tym gorszą, że to chytre zwierzę...Wije się, łasi, do stóp ściele I ani człowiek się spostrzeże, Jak już jest wroga przyjacielem. Ten z piekła rodem zwierz stugłowy Staje się wiernym psem domowym, Co cię na krok nie odstępuje I służąc panu - sam panuje...
W kwiatach spotkały się ich oczy, W kwiatach przecięły się spojrzenia I na hiacyntach, na złocieniach.
Sercem teraz (zmiłuj się, zmiłuj), Echem teraz (miłuj mnie, miłuj), Zlituj się, daruj, pożałuj, Weż w ciemny las - i zacałuj.
ZADYMKA Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek I te ślady bezładnych moich kroków po ziemi. Jeśli chcę, mogę spać - jeśli chcę mogą wstać, Siąść przy oknie z gazetą z zeszłego tygodnia, Albo iść w senność dnia - wtedy inny, nie ja, Siedząc w oknie, zobaczy dalekiego przechodnia. Czy to dobrze czy źle: tak usypiać we mgle? Szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione? Czy to dobrze czy źle: snuć się cieniem na tle Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej? Śnieg pierzyną mi legł, wiek godziną mi zbiegł W białej drzemce, puszystym, przyprószonym spacerze. Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek Składam wierszom powolnym w ofierze.
Ledwo słoneczko uderzy W okno złocistym promykiem, Budzę się hoży i świeży Z antypaństwowym okrzykiem. Zanurzam się aż po uszy W miłej moralnej zgniliźnie I najserdeczniej uwłaczam Bogu, ludzkości, ojczyźnie.
Do Losu - Julian Tuwim Miłość mi dałeś, młodość górną, Dar ładu i wysokie żądze. I jeszcze na uciechę durniom, Raczyłeś dać mi i pieniądze. Płonącą kroplą obłąkania W mózg szary mój sączyłeś tęczę. Miraże wstają wśród mieszkania, Palcami w stół na lutni dźwięczę. I gdy poniosło, to już niesie, Roztrącam dni i rwę na części, I w zgiełku wieku, i w rwetesie Ubrdało mi się jakieś szczęście: Rytmowi przebieg chwil powierzać, Apollinowym drżąc rozmysłem, Surowo składać i odmierzać Wysokim kunsztem słowa ścisłe. I wtedy kształt żywego ciała W nieład rozpadnie się plugawy, Ta strofa, zwarta, zwięzła, cała, Nieporuszona będzie stała W zimnym, okrutnym blasku sławy. Smutku! Uśmiechu! Melancholio! W bęben żałobny bije gloria...I smutnie brzmi: "Dum Capitolium ..." I śmieszne jest: "Non omnis moriar"
Słowem, wiesz, jaka to szuflada...A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz, Znajdziesz tam małe zasuszone Serce twe, w gratach zagubione...
Przetrwam...Minęły lata i lata przeminą Będzie tysiąc utraceń i tysiąc zdobywań Będę tęsknił - godzina pójdzie za godziną W tańcu żalów, nadziei, łez i oczekiwań...