Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty amerykańskich pisarzy

Zobacz listę pisarzy

Zobacz listę amerykańskich pisarzy

Pisarze wg. narodowości

- Cześć, szamszurko - wita mnie Daniel, wpychając się przede mną do kolejki.
- Szamszurko? - wzdycham i potrząsam głową. Słowo daję, nie wiem, skąd on to wszystko bierze.
- No co, nie podobało ci się, gdy mówiłem do ciebie Hopeless. Nie przypadły ci też do gustu piździelec i cipcia. To może...
- A nie możesz mówić do mnie po prostu Holder?
- Wszyscy cię tak nazywają. A ponieważ nienawidzę wszystkich, to nie mogę. - Bierze dwie puste tace i jedną mi podaje. A potem kiwa głową w kierunku stolika Sky. - Mam nadzieję, że opłacało się wystawić mnie w sobotę dla tej cycatki.
- Ma na imię Sky - prostuję.
- Nie mogę jej nazywać Sky. Wszyscy ją tak nazywają. A ponieważ nienawidzę wszystkich...Wybucham śmiechem.
- To dlaczego w takim razie na Valerie mówisz Valerie?
Rozgląda się dookoła.
- A kto to jest Valerie? - pyta, patrząc na mnie jak na wariata.
- Val, twoja była dziewczyna. A może obecna, sam już nie wiem.
Daniel zaczyna się śmiać.
- Co ty, człowieku. Ona wcale nie ma na imię Valerie, tylko Tessa.
Co, u diabła?
- Val to skrót od valium, bo bierze tego gówna na kopy. Nie kłamałem, kiedy ci mówiłem, że jest popieprzona.
- Czy ty w ogóle mówisz do kogoś po imieniu?
Przez chwilę zastanawia się nad odpowiedzią. W końcu patrzy na mnie ze zdziwieniem.
- A niby czemu miałbym to robić?

Ten, kto powiedział, że prawda boli, był optymistą. Prawda jest potwornie bolesną mendą.

Wpuściła powietrze do mojego życia, choć nawet nie wiedziałem, że się duszę.

- O nic - odpowiadam - Możecie wracać na lekcje. Chciała się tylko dowiedzieć, gdzie kupiliśmy materiały na kostiumy, bo w przyszłym roku chce się przebrać za hemoroidy.

[...] nigdy nie trać nadziei.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy, przenigdy nie zapominaj.
Nigdy, przenigdy.

Porzucenie szkoły to przyznanie się do porażki. Udowadniasz wszystkim, którzy w ciebie zwątpili, że mieli rację.

Zaczeka j- mówię.
Opiera się o framugę drzwi
- Nie pocałujesz swojej dziewczyny na pożegnanie-pytam skręcając się w duchu ze wstydu, że wygłaszam taki tandetny tekst.

Nie jestem wielką miłośniczką happy endów, ale jeśli tych dwoje na końcu się nie połączy, to chyba wejdę do czytnika i zamknę ich na zawsze w pieprzonym garażu.

Postanowiłam żyć z dnia na dzień - łatwo powiedzieć, trudniej to zrobić. Zwłaszcza gdy ten dzień przechodzi w noc i muszę leżeć sama w łóżku, wsłuchując się w ciszę.

Przede wszystkim jednak nie powinienem nic zaczynać, zanim nie powiedziałem ci, że cię kocham. Naprawdę bardzo cię kocham. Nie zasługuję na to, żeby cię dotykać, dopóki nie będziesz pewna, że dotykam cię tylko dlatego, że cię kocham, z żadnego innego powodu.

Po prostu nie chcę cię chcieć.

Trudno było dać się wypuścić z objęć komuś, kto tak naprawdę nigdy do końca mnie w nich nie trzymał.

Staram się pamiętać, że każdy ma jakieś blizny - mówi. - Czasami gorsze niż moje. Tyle że moje widać, a większości innych ludzi nie.

Nie chodziło mi o to, żebyś nie obrażała mnie. Chodziło mi o to, żebyś nie obrażała siebie.

W tej chwili mam pewność, że przeznaczenie istnieje. Przeznaczenie...bratnie dusze...podróże w czasie...co tylko chcecie. Wszystko to istnieje. Bo to właśnie oznacza jej pocałunek. Istnienie.

Co tu robisz, Tate? – pyta.
– Kąpię słonie – odpowiadam ze śmiertelnie poważną miną.
Spogląda na mnie ze zdziwieniem, zupełnie nie rozumiejąc, o czym mówię.
– Jeśli nie chcesz otrzymać szyderczej odpowiedzi, nie zadawaj głupich pytań – wyjaśnia mu Kapitan.

To nie może być sen. Wszystko jest zbyt ostre i szczegółowe, a sny są zamazane i chaotyczne.

Całe życie, każdego dnia, mam wrażenie, jakbym brnął w górę ruchomych schodów, które jadą w dół. I niezależnie od tego, jak szybko czy z jaką mocą biegnę, usiłując dotrzeć do szczytu, stoję w tym samym miejscu, pędząc donikąd. Ale kiedy jestem z nią, nie czuję się jak na ruchomych schodach. Czuję się, jakbym stał na ruchomym chodniku, który niesie nie tak po prostu, bez mojego wysiłku. Jakbym wreszcie mógł się odprężyć, złapać oddech i nie czuć ciągłego przymusu pędzenia, by uniknąć wylądowania na samym dnie.

- Ja pierdolę. - szepce
- Skoro nalegasz. - odpowiada.

Wzdycham ciężko, czując, że zaraz się rozpłaczę. Patrzę w sufit, usiłując jakoś się opanować. Zamykam oczy i przykładam rękę do czoła. Wciągam powietrze, by wydobyć z siebie to jedno słowo, które zniszczy jej życie.