Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Amerykanów

Zobacz listę Amerykanów

Amerykanie wg. profesji

I łóżko. Łóżko jest moim przyjacielem. Nie ma jak łóżko. W łóżku będzie wspaniale. Jakoś lżej człowiekowi, kiedy jest pokonany. Nie miałem pojęcia, że tak lekko.

Czego się bał? Nie, nie był to strach czy lęk. Była to po prostu pustka, nicość, którą znał aż nazbyt dobrze. Wszystko jest nicością, człowiek jest niczym. To wszystko wypełnić można tylko światłem, no i odrobiną ładu i czystości. Niektórzy żyją w tej nicości i nawet jej nie czują, ale on wie, że wszystko jest nada y pues nada y nada y pues nada. Nada nasz, któryś jest w nada, święć się nada twoje, przyjdź nada twoje, bądź nada twoja jako w nada, tak i na nada, nada naszego powszedniego, daj nam nada a nada, nam nasze nada, jako i my nada naszym nada i nie nada nas na nada, ale nas zbaw ode nada; pues nada. Zdrowaś nicości, nicościś pełna, nicość z tobą.

Ale został na miejscu, tak jak mu kazano. To jest coś, co w Hiszpanii zdarza się najrzadziej. Pozostanie na miejscu podczas burzy odpowiada w pewnym sensie wielu rzeczom. Nie na darmo Niemcy nazywają atak słowem oznaczającym burzę.

- Aqua mala - powiedział mężczyzna. - Ty kurwo.

Tego ludzie nie mogą robić razem. Każdy musi przez to przejść sam jeden. Ale jeżeli odejdziesz, pójdę z tobą. W ten sposób pójdę i ja. Wiem, że teraz pójdziesz. Bo jesteś dobra i kochana. Pójdziesz teraz za nas oboje.

(...) wszystkie pokolenia są przez coś stracone i zawsze były, i zawsze będą.

Jeśli musisz odejść, to czy koniecznie trzeba, żebyś zabił przedtem wszystko co zostawiasz?

A więc tak się umiera, w szeptach, których się samemu nawet nie słyszy. No, przynajmniej nie będzie więcej kłótni. To mógł przyrzec każdemu. Nie zamierza zepsuć sobie teraz jedynego doświadczenia, jakiego nigdy nie zaznał. Ale pewnie je zepsuje. Psuł sobie wszystko w życiu. A może jednak nie zepsuje.

Kiedy człowiek tak usilnie koncentruje się na czymś, czego nie może powstrzymać, myśli zaczynają mu gnać niczym koło zamachowe maszyny, z którego urwał się ciężarek.

(...) żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu życia, chyba że przez to nie dopuszcza, aby innym stało się coś gorszego.

Człowiek idzie przez życie i ma wrażenie, że ta czy inna kobieta coś znaczy, a zawsze w końcu okazuje się, że nic.

Odpocznij sobie, ptaszku - rzekł. A potem leć, spróbuj szczęścia, jak każdy człowiek, ptak czy ryba.

To, że dowiódł już tego po tysiąckroć, nie miało żadnego znaczenia. Teraz znowu tego dowodził. Za każdym razem robił to od nowa i nigdy nie myślał wówczas o przeszłości.

Każdy robi, co może. Dla siebie nie jesteś w stanie nic zrobić, ale za to dla kogoś innego. No cóż, przeżyliśmy całe nasze szczęście w cztery dni.

A poza tym kim jesteś, żeby być sędzią i sądzić (...).

Potem dostaliśmy Davida. David był młodym anarchistą z małego miasteczka niedaleko Toledo. Używał języka tak całkowcie i niewiarygodnie plugawego, że prawie przez cały czas nie wierzyło się własnym uszom. Przebywanie z nim odmieniło całe moje pojęcie o bluźnieniu. Był absolutnie odważny i miał tylko jeden istotny feler jako kierowca. Nie umiał prowadzić samochodu. Był jak koń mający tylko dwa chody: stępa i galopa. David potrafił przemykać się na drugim biegu przez ulice nie najeżdżając prawie nikogo dzięki temu, że oczyszczał przed sobą drogę swoim słownictwem. Potrafił także prowadzić wóz pełnym gazem, uczepiwszy się kierownicy z jakimś fatalizmem, który jednakże nigdy nie był zaprawiony rozpaczą. Rozwiązaliśmy problem prowadząc samochód za Davida. To mu się podobało i dało mu sposobność działania swoim słownictwem. Słownictwo jego było fantastyczne.

Zrobiło się ciemno, bo we wrześniu zmrok po zachodzie słońca zapada szybko. Stary leżał oparty o wytarte deski dziobu i starał się odpocząć. Pojawiły się pierwsze gwiazdy. Nie znał nazwy Rigla, ale wypatrzył go na niebie i wiedział, że niedługo pojawią się pozostałe i że wkrótce będzie się cieszył towarzystwem wszystkich swoich odległych przyjaciół.
- Marlin to też mój przyjaciel – powiedział na głos. - Jszcze w życiu nie widziałem takiej ryby ani nie słyszałem o podobnym okazie. Ale muszę go zabić. Jak dobrze, że gwiazd nie musimy zabijać
A gdyby tak człowiek musiał dzień w dzień brać się za zabijanie księżyca, pomyślał. Kiężyc ucieka. A co, gdyby dzień w dzień trzeba było zabijać słońce? Ależ my mamy szczęście, pomyślał.
(...) Nie na mój rozum to sprawy, pomyślał. Ale dobrze, że nie musimy zabijać słońca ani księżyca, ani gwiazd. Dość, że żyjemy na morzu i zabijamy naszych prawdziwych braci.

Zebrał cały swój ból i resztę sił, jakie mu pozostały, i swoją dawno utraconą dumę - i przeciwstawił to męce ryby, a ona przybliżyła się do niego i popłynęła łagodnie obok, prawie dotykając swym mieczem desek łodzi, i zaczęła ją mijać, długa, potężna, szeroka, srebrzysta, pręgowana fioletem, nieskończona tam, w wodzie.

Chociaż to jest niesprawiedliwe - pomyślał. Ale pokażę mu, co potrafi człowiek i co człowiek może wytrzymać.
- Powiedziałem chłopcu, że ze mnie dziwny staruch - rzekł. - Teraz właśnie muszę tego dowieść.
Tysiączne przypadki, w których już tego dowiódł, nie miały żadnego znaczenia. Obecnie dowodził tego ponownie. Za każdym razem zaczynał od nowa i ani przez chwilę nie myślał wtedy o przeszłości.

Szczęście przybiera rozmaite postaci, więc kto je może rozpoznać?