Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Cytaty Amerykanów

Zobacz listę Amerykanów

Amerykanie wg. profesji

Dzielny umiera ze dwa tysiące razy, jeżeli jest inteligentny. Tylko po prostu o tym nie mówi.

Dla niego było to mrocznym przejściem prowadzącym do nikąd, znowu do nikąd i znowu do nikąd, i jeszcze raz do nikąd, wciąż i na zawsze do nikąd, gdy leżał ciężko na łokciach wpartych w ziemię — do nikąd, w mrok, w nieskończoną nicość i ciągle w tę niewiadomą nicość, teraz i na zawsze do nikąd, i znowu nieznośnie, raz jeszcze do nikąd — aż wreszcie ponad wszelką wytrzymałość, coraz mocniej, mocniej, mocniej, nagle, piekąco, wciąż w nicość, i wtem nicość znikła, czas się zatrzymał, oboje znaleźli się poza czasem i wtedy uczuł, że ziemia poruszyła się i usunęła spod nich.

Nie byłem stworzony do myślenia. Byłem stworzony do jedzenia.

Ale nie masz już domu ani podwórka przy tym domu, którego nie ma - pomyślał. - Nie masz nikogo z rodziny, prócz brata, który jutro idzie o walki, i nie posiadasz nic, prócz wiatru i słońca, i pustego brzucha [...] Masz w kieszeni cztery granaty, ale one są tylko do tego, żeby wyrzucać kule. Masz meldunek, który musisz oddać. I pełen jesteś łajna, które możesz oddać ziemi - uśmiechnął się w ciemnościach. - Możesz je także podlać uryną. WSZYSTKO CO MASZ JEST DO ODDANIA. JESTEŚ ISTNYM DZIWEM FILOZOFII I NIESZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM - powiedział do siebie i UŚMIECHNĄŁ SIĘ ZNOWU.

Pomyśl o łyku chłodnej wody. Dobrze. To będzie właśnie takie. Jak łyk chłodnej wody. Kłamiesz. To będzie po prostu nicość.

Kiedy człowiek się rozpije, albo dopuści rozpusty czy cudzołóstwa, poznaje swą własną omylność.

Przypuszczam, że można zaznać równej pełni życia w ciągu siedemdziesięciu godzin, jak w ciągu siedemdziesięciu lat, pod warunkiem, że nasze życie jest już pełne w chwili, kiedy zaczyna się te siedemdziesiąt godzin (...) Choćby więc moje życie przemieniło się z siedemdziesięciu lat w siedemdziesiąt godzin, to przecież mam już to bogactwo i na szczęście zdaję sobie z tego sprawę. A jeśli nie będzie żadnego „na długo" ani „do końca życia", ani „odtąd", a jest tylko „teraz", to trzeba cenić to „teraz" i bardzo jestem z niego szczęśliwy.

Ma się niezłe samopoczucie po powzięciu decyzji, że się nie będzie dziwką.

Objąłem ją ramieniem, wtuliła się we mnie i ogarnął nas spokój. Patrzyła na mnie w ten szczególny sposób, który kazał mi się zastanowić, czy naprawdę mnie widzi tymi swoimi oczami. Pozostawały utkwione we mnie, kiedy każdy inny człowiek już dawno odwróciłby wzrok. Patrzyła tak, jakby na świecie nie istniało nic, na co nie dałoby się patrzeć w ten sposób, choć przecież tak wiele rzeczy budziło jej lęk.

....po bólu poznał, że nie umarł.

Tak właśnie się dzieje. Umiera się. I nigdy się nie wie, o co właściwie idzie. Nigdy nie ma dość czasu, żeby się dowiedzieć. Ktoś rzuca cię na świat, uczy jakichś prawideł i jak tylko przyłapie cię na błędzie, zabija. Albo zabija w ogóle za nic, tak jak Ayma. Albo daje ci syfilis, jak Rinaldiemu. Ale w końcu zabija. Na to można liczyć. Poczekaj tylko, a zobaczysz, że cię zabije.

Tchórz po tysiąckroć umiera, dzielny raz tylko.

Człowiek spodziewał się smutku na jesieni. Cząstka nas samych umierała co roku, kiedy liście opadały z drzew, a gałęzie były nagie na wietrze w chłodnym, zimowym świetle. Ale wiedziałeś, że zawsze będzie wiosna, tak jak wiedziałeś, iż rzeka popłynie znowu, kiedy odtaje. Gdy zimne deszcze trwały i zabijały wiosnę, było to tak, jakby ktoś młody umarł bez przyczyny.
Jednakże wówczas wiosna zawsze w końcu przychodziła, ale było przerażające, że o mało nie zawiodła.

Martwienie się jest równie niedobre jak strach. Tylko utrudnia sprawę.

Oboje jesteśmy dzielni. Ja zwłaszcza wtedy, jak się napiję.

Powiedz mi, dokąd się wybierasz, to będę tam za pięć minut.

- Nie myśl, stary - powiedział na głos. - Płyń po kursie i przyjmij to, co przyjdzie.

Co by to było gdyby człowiek musiał co dzień próbować zabić księżyc? Księżyc ucieka. A gdyby tak co dzień trzeba było zabijać słońce? W czepku się urodziliśmy.

Trzymał ją blisko i mocno i szeptał bezgłośnie: żegnaj, żegnaj i jeszcze raz żegnaj.

Zawsze nazywał w myśli morze: la mar, bo tak nazywają je ludzie po hiszpańsku, gdy je kochają, mówią o nim złe słowa, ale zawsze tak, jakby chodziło o kobietę. Niektórzy młodzi rybacy [...] mówili o nim el mar, co jest rodzaju męskiego. Mówili o nim jak o przeciwniku bądź miejscu, bądź nawet wrogu. Ale stary zawsze myślał o nim w rodzaju żeńskim, jako o czymś, co udziela albo odmawia wielkich łask, a jeśli robi rzeczy straszne i złe, to dlatego, że nie może inaczej. "Księżyc działa na nią jak na kobietę" - myślał.