– Spokojnie, Kormaczysko, jeszcze dychamy – rzuciła.
Osunął się z ulgą na leżance, czując, jakby z jego barków spadł nagle cały ciężar tego świata.
– Ale w razie czego pamiętaj, żeby na moim pogrzebie podejść do trumny, podnieść z niej kwiaty, potem krzyknąć „to kto następny?” i rzucić je przez ramię w tłum.
