Ryczący jeleń wykraczał poza noc, poza sen, poza swe zwykłe rewiry i szlaki i wyłaniał się niczym fantom w przestrzeni uzdrowiska, w jego ciemnych, wilgotnych, wąskich podwórkach, pojawiał się jako monstrum opętane własną żądzą, męski potwór. I było to biedne zwierzę ofiarą wewnętrznych seksualnych mocy, które stawiają wszystko ponad własnym życiem - nieskończona potrzeba wyjścia poza samego siebie, powielenia swojego gatunku, nawet kosztem własnej egzystencji.
Kiedyś to były czarne teczki, a dzisiaj to są zwykłe karteczki.