Papaw po szczególnie burzliwym nocnym ochlaju usłyszał od Mamaw, że go zabije, jeśli jeszcze raz wróci do domu pijany. Tydzień później znów przyszedł na bani i zasnął na kanapie. Mamaw, która zawsze dotrzymywała słowa, ze spokojem przyniosła z garażu kanister z benzyną, opróżniła go na męża, zapaliła zapałkę i rzuciła mu ją na pierś. Gdy Papaw stanął w ogniu, to jego jedenastoletnia córka ruszyła do akcji i zdusiła płomienie, ratując mu życie.
Papaw cudem przeżył to zajście tylko lekko poparzony.
Ponieważ zaś byli ludźmi z gór, musieli oddzielać życie publiczne od prywatnego.
Nikt z zewnątrz nie mógł się dowiedzieć o rodzinnych bojach – przy czym owo „zewnętrze” definiowano bardzo szeroko.
Czuję, że moje życie jest farsą, życie w ogóle jest farsą. Szczególnie w tym kraju.