- O co chodzi? - zapytała Daenerys. - Przyszedłeś z jakąś skargą albo prośbą? Czego od nas pragniesz?
Nerwowo oblizał spękanie wyschnięte wargi.
- Przy...przyniosłem...
- Kości? - zapytała zniecierpliwiona. - Przypalone kości?
Uniósł worek i wysypał jego zawartość na posadzkę.
To rzeczywiście były kości, poczerniałe i spękane. Te długie rozszczepiono, żeby dobrać się do szpiku.
- To był ten czarny - ciągnął mężczyzna z warkliwym ghiscarskim akcentem. - Skrzydlaty cień. Opadł z nieba i...i...Nie. Dany zadrżała. Nie, o nie, nie.
- Czy jesteś głuchy, głupcze? - zawołał Reznak mo Reznak. - Nie słyszałeś moich słów? Zgłoś się jutro do moich faktorów. Zapłacą Ci za owcę.
- Reznaku - rzekł cicho ser Barristan - zamknij gębę i otwórz oczy. To nie są kości owcy.
Nie - pomyślała Dany. To kości dziecka. str 64-65.
