– Na Argentyńskiej tylko waletujesz – rzuciła, ignorując jego dłoń. – Nie dorobiłeś się jeszcze prawa wniesienia tam choćby taboretu.
– W takim razie powiedz tylko, gdzie i w jakim trybie złożyć wniosek – mruknął.
– Na pewno nie tam. – Lekko się podniosła i wreszcie spojrzała na jego rękę. – Tamten organ nie przyjmuje dzisiaj żadnych podań.
Uśmiechnął się i pokręcił głową.
– Składam zażalenie – oznajmił.
– Oddalam.
