Gdy Bóg, nasz Pana za co, dobrze wiem -
Z powietrza strącił nas w najgłębszą z kotlin,
Gdzie się centralnie żarząc, jednym tchem
Wieczysty płomień z wolna do nas dotlił,
Przy blaskach zbytniej tej iluminacji
Znaleźlim się w dość przykrej sytuacji.
Dalejże, diabły wszystkie, kaszleć społem,
Parskać i dmuchać tak w górę, jak dołem:
Piekło aż puchło, smród godzien Sodomy,
Ależ był gaz! To już szło wprost w ogromy
Aż ziemi kora, bez względu, czy cienka,
Czy gruba z trzaskiem zaczynała pękać.
Dziś innym już trzymamy to uchwytem.
Co było niegdyś dnem teraz jest szczytem,
I wiedzę swoją opierają mistrze
Na obracaniu niskiego w najwyższe,
Bo wyszlim z kaźni dusznego więzienia
w nadmiar wszechwładzy swobodnego tchnienia.