- Gardzę samochodami. Uznaję tylko rowery. A pan? - zwróciła się nagle do mnie.
Odrzekłem dyplomatycznie:
- Pan Pigeon nie sądzi, abym to, czym jeżdżę, mógł nazwać samochodem. Wygląda to raczej na skrzyżowanie czółna z maszyną do szycia.
- Widziałam to coś. - roześmiała się panienka. - Oglądałam wasz przyjazd. Czy pan sam budował swój wehikuł? Pan wybaczy mi szczerość, ale mój przyjaciel Robert, gdy pana zobaczył w tym wozie, to powiedział: Oho, przyjeżdża jeszcze jeden taki, co ma hopla z przerzutką.
Roześmiałem się. Ale pan Gaspard zrobił obrażoną minę.
- Przepraszam, ale co to znaczy mieć hopla z przerzutką?
- No tak, pan przecież nie wie, co to jest przerzutka - pokiwała głową panienka. - Przerzutka w rowerze, proszę pana, to jest taki mechanizm, który pozwala przerzucać łańcuch z mniejszych na większe kółka i odwrotnie. W ten sposób można jechać szybciej lub wolniej, jednakowo pedałując.
- A mieć hopla z przerzutką? - dopytywał się naburmuszony pan Gaspard i podrapał się za lewym uchem.
- To znaczy być dziwakiem. Takim dziwakiem, którego dziwactwa narastają w zależności od sytuacji - wyjaśniła panienka.
- Ale pani powiedziała, że przyjechał jeszcze jeden z tą...no, przerzutką - zająknął się pan Gaspard. - Czy mnie panienka też miała na myśli?
- Wąsy - powiedziała.
- Co wąsy? - zaniepokoił się pan Gaspard.
- Wąsy się panu odklejają - rzekła panienka. Pan Gaspard dotknął palcami wąsów, ale stwierdził, że jednak mocno się trzymają.
- Nieprawda. Są dobrze przyklejone - rzekł i zrobił obrażoną minę.