Froton zdumiał się, ale nie pokazał tego po sobie; już to rozmaite fanaberie trzymają się możnych — przypatrzył się więc uważnie Dioptrykowi, zajrzał mu do środka, obstukał go, opukał i rzekł:
— Wasza Wielmożność, mógłbym wam wykręcić środkową część ogona...
— Nie, nie chcę! — odparł żywo Dioptryk. — Szkoda mi ogona! Jest zbyt piękny!
— A więc może odkręcić nogi? — spytał Froton. — Są wszak zbyteczne całkiem. I rzeczywiście, Argonautycy nie używają nóg; są one pozostałością po starodawnych czasach, kiedy to jeszcze przodkowie ich bytowali na suszy. Lecz Dioptryk dopiero teraz się rozgniewał:
— Ach, ty durniu żelazny! Czy nie wiesz o tym, że tylko nam, wysoko urodzonym, wolno mieć nogi?! Jak śmiesz pozbawiać mię tych insygniów szlachectwa!!
— Najpokorniej przepraszam Waszą Wielmożność...Ale co mogę w takim razie odkręcić?
Zrozumiał Dioptryk, że tak się opierając niczego nie uzyska. Burknął więc:
— Rób, jak uważasz...Zmierzył go Froton, postukał, popukał i rzekł:
— Za pozwoleniem Waszej Wielmożności, mógłbym odkręcić głowę...
— Oszalałeś chyba! Jakże mogę zostać bez głowy? Czym będę myślał?
— Ach, to nic, panie! Czcigodny umysł Waszej Wielmożności wsadzę do brzucha — jest tam sporo miejsca...