[...] A Drogon...Pogrążony w żałobie ojciec nazwał go skrzydlatym cieniem. Drogon był największy, najgwałtowniejszy i najdzikszy z jej smoków. Jego łuski były czarne, a oczy przypominały kałuże ognia.
Drogon daleko zapuszczał się na polowanie, ale lubił wygrzewać się na słońcu na szczycie Wielkiej Piramidy, gdzie kiedyś stał harpia Meereen. Trzykrotnie próbowali go tam pojmać, lecz za każdym razem bez powodzenia. Czterdziestu jej najodważniejszych ludzi ryzykowało życie. Prawie wszyscy zostali poparzeni, a czterech z nich śmiertelnie. Kiedy po raz ostatni widziała Drogona, odlatywał ku zachodzącemu słońcu w noc trzeciej próby. Czarny smok przeleciał nad Skahazadhanem, zmierzając na północ, ku wysokim trawom morza Dothraków. Nie wrócił. str 211.
Przyzwyczaiłem się do życia pod Stryjem, to potrafię żyć i pod Ojcem.
Irasiad jest bardzo zdenerwowany.