Przetrwam...Minęły lata i lata przeminą Będzie tysiąc utraceń i tysiąc zdobywań Będę tęsknił - godzina pójdzie za godziną W tańcu żalów, nadziei, łez i oczekiwań...
Jak na wodzie na wznak się na życiu położę, Bez myśli i bez woli promiennie popłynę, Prosto - prosto - nijako - utonę w przestworze
Na murawie obrus biały, Tkany przez szpinerów. Na obrusie bułki, Serdelki, ogórki, Jak zaczęli wtrajać, Nie zostało skórki; Po bajgiełkach, obwarzankach Połykali dziurki.
Jeszcze mi tylko z oczu jasnych spływa do warg kropelka słona, a ty mi nic nie odpowiadasz i jesz zielone winogrona.
Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieje.
Posyłam ci bezdomne moje serce. Co chcesz z nim zrób. Na swoje zamień to bezdomne serce. Lub zatrać, zgub.
Bukiety wiejskie, jak wiadomo, Wiązane były wzwyż i stromo. W barwach podobne do ołtarza, Kształt serca miały lub wachlarza.
Uczyłeś mnie kiedyś miłości. Znam ją na pamięć. A teraz Uczysz mnie samotności i uczysz mnie śmierci.
TRAWA. Trawo, trawo do kolan! Podnieś mi się do czoła, żeby myślom nie było, ani mnie, ani pola. Żebym ja się uzielił, przekwiecił do rdzenia kości i już się nie oddzielił słowami od twej świeżości. Abym tobie i sobie jednym imieniem mówił: albo obojgu - trawa, albo obojgu - tuwim.
Aby mieć u czytelników powodzenie, trzeba albo umrzeć, albo być obcokrajowcem, albo pisać perwersyjnie. Najlepszy zaś sposób to być zagranicznym, perwersyjnym nieboszczykiem.