Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Cytaty losowe Szukaj

Wojna futbolowa

Inne książki Ryszarda Kapuścińskiego:
Autoportret reportera Busz po polsku Cesarz Chrystus z karabinem na ramieniu Czarne gwiazdy Gdyby cała Afryka... Heban Imperium Jeszcze dzień życia Kirgiz schodzi z konia Lapidaria Latynoafryka Podróże z Herodotem Prawa natury Rwący nurt historii. Zapiski o XX i XXI wieku Szachinszach Ten Inny To nie jest zawód dla cyników Wiersze zebrane

Istotą kraju kolonialnego jest to, że w życiu kraju podbitego wytwarza on całe szeregi przepaści. Wszędzie powstają te przepaście: w ekonomice, w uwarstwieniu społecznym, w mentalności ludzkiej. Dla kraju kolonialnego charakterystyczny jest obraz, na którym widzimy najnowocześniejszą zautomatyzowaną fabrykę tranzystorów, a przy ścianie tej fabryki zaczynają się pieczary, gdzie mieszkają ludzie posługujący się do dziś drewnianą motyką. „Patrzcie, jakie wybudowaliśmy im wspaniałe szosy” – mówią koloniści. Tak, ale przy tych szosach leżą wioski, których ludność nie wyszła jeszcze z paleolitu.

Ta wojna, którą nazwano "skandaliczną", ponieważ poniżyła godność białej rasy zmuszając białych do walki przeciw białym, na oczach czarnych (...).

Działa tu silny bodziec konkurencji. Skoro poszła amerykańska telewizja, musiały pójść również amerykańskie agencje prasowe. Skoro poszły amerykańskie, musiał iść Reuter i AFP. Skoro poszedł reporter z NBC, musiał pójść reporter z BBC. Poniesiony ambicją patriotyczną, jako jedyny Polak w towarzystwie, postanowiłem dołączyć do grupy, która zdecydowała się na desperacki marsz.

Psychicznie taka noc nastraja okropnie. Człowiek czuje się rozbity jak stary kapeć. Jest zgaszony, bezzębny, workowaty. Dręczą go nieokreślone tęsknoty, niewysłowione nostalgie, mroczne pesymizmy. Czeka, aby przeszedł dzień, aby przeszła noc, aby wszystko już wreszcie, do cholery, przeszło.
No i pije. Przeciw nocy przeciw chandrze, przeciw nieczystościom w kiblu swojego losu. Tylko na takie stać go zmagania.

Boże! Mimo tylu modlitw do Ciebie, ciągle przegrywamy nasze wojny. Jutro znowu będziemy walczyć w bitwie, która jest naprawdę wielka. Ze wszystkich sił potrzebujemy Twojej pomocy i dlatego muszę Ci coś powiedzieć. Ta jutrzejsza bitwa to będzie ciężka sprawa. Nie będzie w niej miejsca dla dzieci. Dlatego proszę Cię, nie przysyłaj nam na pomoc Twojego Syna. Przybądź Sam.

Rozumiem jednak wartość użytkową mebli, ich potrzebę, ich niezdarną, ale przydatną misję w interesie wygody człowieka. Ta moja tolerancja dotyczy wszystkich mebli z wyjątkiem biurek, z którymi prowadzę cichą wojnę. Biurko jest bowiem meblem specyficznym, o szczególnych właściwościach. O ile meble jako gatunek są instrumentem w służbie człowieka, są jego niewolnikiem, o tyle w naszym wypadku sytuacja odwraca się - człowiek staje się instrumentem i niewolnikiem biurka. (...) Człowiek raz posadzony za biurkiem nie umie się już od niego oderwać. Utrata biurka będzie dla niego życiową katastrofą, klęską, upadkiem w przepaść. (...) Ten, kto usiadł za biurkiem, zaczyna inaczej myśleć, zmienia się jego widzenie świata, jego skala wartości. Odtąd będzie on dzielił ludzi na tych, którzy mają biurka, i tych, którzy nie mają. (...) Swoje życie będzie widział teraz jako gorliwą wędrówkę od biurka mniejszego do większego, od niższego do wyższego, od węższego do szerszego. Posadzony za biurkiem zaczyna mówić innym językiem, już wie, chociaż wczoraj, jeszcze bez biurka, nie wiedział nic. Z powodu biurek straciłem wielu przyjaciół.

Małe kraje z trzeciego, czwartego i dalszych światów mają szanse wzbudzić żywsze zainteresowanie dopiero wówczas, kiedy zdecydują się na przelew krwi. Smutna to prawda, ale tak jest.

Człowiek, który przeżył wielką wojnę, jest inny od tego, który nie przeżył żadnej wojny. Są to dwa rożne gatunki ludzi. Nigdy nie znajdą wspólnego języka, ponieważ tak naprawdę wojny nie można opisać; nie można się nią podzielić, nie można powiedzieć komuś – weź trochę tej mojej wojny.

Bar afrykański to Forum starożytnego Rzymu, to rynek średniowiecznego miasteczka, to paryska winiarnia Robespierre’a. Tu się rodzą opinie, bałwochwalcze albo niszczące. (…) Plotki, gorączka i tłok. Tu ustalają cenę za jedną noc, tam układają program rewolucji, obok ktoś zaleca dobrego czarownika, a dalej opowiadają, że był strajk. Wszystko macie w takim barze; klub i lombard, deptak i kruchtę, teatr i szkołę, knajpę i wiec, burdel i komitet partyjny.