Z uległością właściwą tylko martwym przedmiotom powracają co rano do świata,w którym wciąż istnieją drzwi, zamki, łańcuchy, granice, paszporty i ograniczenia każdej miary czasu. Boleśnie odczuwają zgrzytliwe tykanie zegara i szmer przesypującego się w klepsydrze piasku. Oddają się na żer słowom,które najperfidniej oddzielają nasze doświadczenie od istnienia. I nawet jeżeli Bóg w swojej dobroci ukazuje im refleksy nieskończoności, oni, pełni niedowierzania, dzielą ją wymyślnymi narzędziami na małe drobinki, które przesypują im się przez palce.
