Sypiałam swego czasu z pewnym Protestantem, który z kolei wytyczał autostrady, i on mi mówił, podobno cytując Lutra, że ten, kto cierpi widzi tył Boga. Zastanawiałam się, czy chodzi o plecy, czy może o pośladki, jak wygląda ten boski tył, skoro nie potrafimy sobie wyobrazić przodu. Wygląda więc na to, ż ten kto cierpi ma do Boga dostęp specjalny, kuchennymi drzwiami, jest błogosławiony, ogarnia jakąś prawdę, którą bez cierpienia trudno by było pojąć. W pewnym sensie zdrowy jest więc, ten kto cierpi, jakkolwiek to dziwnie brzmi. To pasowałoby do całości, myślę.
Nie mogę bez dreszczu wspominać tego strasznego czasu.