Przez duży otwór wysoko na odległej ścianie wjeżdża pół wołu, a może cały wół, tak, to były całe woły, przypomniałem sobie, miały cztery nogi - jeden z nich wyjeżdżał z otworu na haku, przed chwilą go zaszlachtowano, zatrzymywał się tuż przede mną i wisiał na tym haku o kilka cali ode mnie.
"Chwilę temu go zabito - pomyślałem. Zarżnęli biedaka. Jak oni odróżniają człowieka od wołu? Skąd wiedzą, że ja nie jestem wołem?".
