Okrutna to była religia. Nie zaszeregowała nas między swych kapłanów i obydwu nam chyba wyrządziła krzywdę. Ale mimo to ów okres, który już minął, był mi sto razy bliższy niż czasy, które teraz, jak się wydaje, nadchodzą, czasy zjadliwej drwiny i sceptycyzmu, nędzne czasy, gdzie na proscenium występuje ironiczny intelektualista, podczas gdy w głębi sceny ciśnie się tłum młodzieży, wulgarnej, cynicznej i złej, wyzutej z entuzjazmu i ideałów, gotowej od pierwszego spotkania spółkować i zabijać się nawzajem.