Oceńcie postępowanie tego kapitana z Południa, który podczas wojny Rifu dowodził przyfrontowym posterunkiem znajdującym się między dwoma masywami górskimi zajętymi przez Maurów. Któregoś wieczoru przyjmował parlamentariuszy, którzy przybyli z masywu zachodniego. Pili właśnie - zgodnie ze zwyczajami - herbatę, kiedy wokół posterunku wybuchła strzelanina. To atakowały plemiona ze wschodniego masywu. Kapitanowi, który ich odprawiał, a sam miał iść walczyć, nieprzyjacielscy parlamentariusze odpowiedzieli: "Dziś jesteśmy twoimi gośćmi. Bóg nie pozwala, abyśmy ciebie opuścili w potrzebie..." Walcząc więc przy boku jego żołnierzy ocalili posterunek, po czym wspięli się znów do swojego orlego gniazda.
Ale w przeddzień ataku, który z kolei przygotowali przeciw niemu, wysyłają do kapitana swoich posłów.
- Pomogliśmy ci niedawno...
- Tak, to prawda...
- Wystrzelaliśmy w twojej obronie trzysta nabojów...
- To prawda.
- Powinieneś nam je zwrócić.
I kapitan, wielki pan, nie może wykorzystać przewagi, jaką by mu dała ich szlachetnośc. Zwraca naboje, które będą użyte przeciw niemu.