Obecność drugiego człowieka za kilkoma tylko warstwami odzieży, kruchość kości i delikatna miękkość cudzego ciała zalały go miłym ciepłem, jakby się znalazł na nowo w kuchni Glicerii i jadł kogel-mogel. Było to najlepsze miejsce w jego życiu (...)
Przymknął oczy, ogłuszony tą nagłą przyjemnością i spokojem, poczuł na swoich piersiach bicie serca Thila, maleńki odcinek wielkich fabryk natury.